Offcanvas Info

Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

KURSY | TELEFONY | TORTY | ELEKTRO | FINANSE | MODA | KOMÓRKI | AGD | WAKACJE | UBRANIA | BEZPIECZEŃSTWO
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
To właśnie wypowiedzenie tego co boli stało się kamieniem milowym psychologii. Zarówno słynne kozetki w gabinetach psychologów, jak i inne formy terapii, bazowały na tej fundamentalnej zasadzie. Oficjalnie zasada ta nadal obowiązuje, jednak badania przeprowadzone niedawno przez zespół, którym kierowała Roxane Cohen Silver, rzucają nowe światło na tę kwestię. Badania zostały przeprowadzone z udziałem osób, które przeżyły ataki terrorystyczne 11 września 2001 roku. Na rozesłaną ankietę odpowiedziało aż 14 tys. respondentów. Były to wprawdzie osoby, które nie straciły nikogo bliskiego w tych wydarzeniach, jednak znajdowały się na tyle w ich centrum, że badania te wiążą się dość ściśle z poruszaną tutaj kwestią. Wynik badania był zdumiewający. Okazało się bowiem, że osoby, które nie dzieliły się swoimi doświadczeniami i odczuciami związanymi z przeżytą sytuacją, poradziły sobie z nią całkiem dobrze. Co więcej, w miarę upływu czasu stwierdzono, iż przejawiają one mniej zaburzeń psychicznych oraz dolegliwości psychosomatycznych niż ci, którzy (zgodnie z tradycyjnymi zaleceniami) mówili otwarcie o swoich uczuciach. Strata jest ostatecznie podobnym nieszczęściem, a nasz układ nerwowy ma dość ograniczoną możliwość reakcji. Podobnie, choć zabrzmi to może nieco okrutnie, zareagujemy na wypadek, z którego wyszliśmy cudem żywi, jak na śmierć bliskiej osoby. Ostatecznie w obu tych wypadkach doświadczamy znikomości naszego życia i straty poczucia bezpieczeństwa. To właśnie dlatego uznałem, iż przedstawione badania wiążą się bezpośrednio z omawianym tematem. Mimo wszystko, nie można budować żadnej teorii naukowej w oparciu o jeden eksperyment badawczy. Nawet jeśli jest on zakrojony na szeroką skalę. Jednak tak naprawdę podobnych badań było już wiele. Ich wyniki długo odrzucano jako niezgodne z panującą teorią. Wyniki obarczano błędem wynikającym z metodologii. Nie miejsce tutaj na szczegółowe analizy sporów pośród specjalistów. Tylko laikowi może się wydawać, że nauka to jednolity blok. Tymczasem osiągnięcia, z których się korzysta na co dzień, są rodzajem pewnego kompromisu poznawczego. Trzeba jeszcze w tym miejscu wspomnieć o badaniach przeprowadzanych przez neurologów i psychologów, które dowiodły, iż ludzki mózg reaguje szybciej na cierpienie fizyczne niż na cierpienie psychiczne innych ludzi. Czyżby to był tylko przypadek? Może jednak cierpienie fizyczne jest tym, co wymaga natychmiastowej interwencji, bo zagraża życiu lub zdrowiu drugiego człowieka. Zupełnie inaczej jest w przypadku cierpienia psychicznego, tu już reakcja jest opóźniona, bo być może nie zawsze konieczna jest interwencja? Zdaję sobie sprawę, że uważny Czytelnik może mi zarzucić poruszanie się w sferze przypuszczeń i hipotez, które nie zostały do końca zbadane. W pewnym sensie będzie to prawdziwy wniosek, ale ostatecznie ciągle poruszamy się po terenie nieznanym. Mimo licznych badań, psychologowie ciągle odkrywają nowe mechanizmy ludzkiej psychiki i ciągle muszą weryfikować swoje teorie. Mózg jest nadal wielką zagadką. Jeśli więc jakieś badania podważają to, co od lat było pewnikiem, to warto przyjrzeć się temu bliżej. Kolejny zarzut może przyjść z zupełnie innej strony, a mianowicie ze strony gałęzi psychologii zwanej charakterologią. Wiadomo bowiem, iż ludzie rodzą się z określonym typem temperamentu i to w dużym stopniu wpływa na ich reakcje oraz zachowania. Istnieje wiele systemów typologii. Kiedyś za Hipokratesem i Galenem mówiło się o czterech temperamentach. Obecnie wyróżnia się ich kilkanaście a czasem nawet kilkadziesiąt. Skoro więc temperament sprawia, że (nieco rzecz upraszczając) na przykład jedni mają silniejszą psychikę a inni słabszą, to nie uwzględnienie tego w badaniu wydaje się poważnym niedociągnięciem, które stawia całość pod znakiem zapytania. Jednak już dawno uznano, że silna psychika to pojęcie dość względne, a uznanie, że ktoś kto ma temperament choleryka lub pasjonata (wg typologii lasennowskiej) poradzi sobie z cierpieniem lepiej niż osoba o typie sentymentalnym, jest zwykłym determinizmem. Taki psychologiczny determinizm jest dość wygodny, ale tak naprawdę jest nienaukowy, a co więcej nieetyczny. Oznaczałby bowiem, że określone osoby potrzebują pomocy psychologicznej, a inne są na tyle silne, że wystarczy zrobić im test określający rodzaj temperamentu, by przekonać się, iż można im takiej pomocy odmówić. Przypomina to modny swego czasu pogląd, że osoby z domów dziecka lub rodzin patologicznych nie są zdolne do stworzenia normalnej rodziny. Na szczęście większość liczących się psychologów i socjologów szybko wycofała się z tego stanowiska, choć sam miałem kiedyś okazję słyszeć podobne rzeczy na pewnym wykładzie. Na pewno informacja o temperamentach poszczególnych badanych byłaby interesująca i pozwoliłaby na lepsze zrozumienie problematyki, ale jej brak nie przesądza o wyniku. Samo badanie nie przesądza o niczym, a my ciągle nie wiemy czy należy mówić o swoim cierpieniu czy też nie? Skoro, jak sugeruje to i kilka innych badań, nie zawsze jest to właściwe, to kiedy należy mówić, a kiedy nie? Co tak naprawdę pomaga w uporaniu się z poczuciem straty i z innymi nieszczęściami? W kolejnym artykule spróbuję choć częściowo odpowiedzieć na te pytania. W tym celu odwołam się do teorii dużo starszej i już nieco zapomnianej, lecz w świetle powyższych badań, na nowo aktualnej. Do teorii prezentowanej przez Viktora Frankla.  Źródła: M. HARMIN, Lepsze od tabletek: jak radzić sobie z emocjami, które przyprawiają o ból głowy, tłum. A. Mieścicka, PTP Warszawa 1994.