Offcanvas Info

Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

KURSY | TELEFONY | TORTY | ELEKTRO | FINANSE | MODA | KOMÓRKI | AGD | WAKACJE | UBRANIA | BEZPIECZEŃSTWO
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
Sfera emocjonalna człowieka jest tą delikatną dziedziną życia, która może przyczynić się do osiągnięcia szczęścia osobistego i sukcesu zawodowego. Jednak jeśli nie jest odpowiednio ukształtowana to ryzykujemy skutek odwrotnyBardzo często jestem zaskoczony faktem, jak ludzie bardzo inteligentni są jednocześnie niedojrzali emocjonalnie i infantylni w swoich zachowaniach. Nawet nie zdają sobie sprawy, jak wiele przez to tracą. Zwykle nie zdają sobie też sprawy z popełnianych błędów. Podejmując ten cykl artykułów pragnę pomóc i naprowadzić na właściwe kształtowanie własnych emocji oraz podjęcie nad nimi dojrzałej i odpowiedzialnej kontroli. Nie mam zamiaru przedstawiać prostych rozwiązań, ani gotowych recept. Wszystko co w życiu wartościowe wymaga wysiłku. Warto jednak zająć się swoimi uczuciami, bo tak jak już wspomniałem na wstępie mogą przyczynić się do naszych sukcesów lub niepowodzeń. Kontrola emocji w żadnym wypadku nie może równać się ich tłumieniu. Bardzo dużo ludzi myli te dwa pojęcia. Zdrowa kontrola swojej psychiki oznacza poznanie jej i kształtowanie w atmosferze akceptacji. Musimy przestać bać się naszych emocji i przyjąć je takimi jakie są. Nie ma uczuć złych ani dobrych. Są tylko źle lub dobrze wyrażane i wykorzystane. Zostaliśmy obdarzeni emocjami tak samo jak na przykład rękami. Wiadomo, rękę można wyciągnąć do innego człowieka w geście powitania lub uderzyć nią. Można mieć w niej podarunek albo broń. Podobnie, choć nieco bardziej skomplikowanie ?działają? nasze uczucia. To do czego ich użyjemy zależy od nas. Potrzebne jest jeszcze jedno ważne wyjaśnienie. Często psychologowie używają pojęcia ?mechanizm psychiczny?, zapewne pojawi się ono także w tym cyklu artykułów. Nie ma jednak czegoś takiego jak ?inżynieria psychiczna?. Nie można traktować człowieka, także własnej osoby, jak robota, którego należy po prostu zaprogramować. Użycie takiego pojęcia wiąże się jedynie ze strukturą naszego języka, który ze względu na fakt, iż żyjemy w cywilizacji technologicznej, dostarcza nam pojęcia, które bywają czasem nieadekwatne do niektórych problemów. Musimy się jednak nimi zadowolić z braku lepszych. Czym w takim razie są naprawdę nasz uczucia? Jaką rolę pełnią? Zanim zaczniemy się zastanawiać jak je aktywnie kształtować, musimy sobie dopowiedzieć na te dwa pytanie. Najlepiej posłużą do tego celu pewne obrazy. Przede wszystkie uczucia są wewnętrzną energią, która nas napędza. Możemy być obdarzeni bardzo dużą inteligencja i wiedzą. Możemy też mieć niezwykle sprawne fizycznie ciało. Jeśli w tym wszystkim zabraknie energii emocjonalnej to bardzo spadną nasze możliwości intelektualne i fizyczne. Przykładowo: proszę się zastanowić nad następującą sytuacją. Musimy pilnie wykonać jakiś projekt. Nasz przełożony dał nam dość napięty limit czasowy. Co będzie nam bardziej przeszkadzało w wykonaniu zadania? Ból zęba, czy rozpacz po stracie bliskiej osoby? Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że ta druga opcja będzie o wiele trudniejsza i może całkowicie uniemożliwić nam pracę. W sytuacji straty lub innych problemów emocjonalnych nie można ich po prostu stłumić. Zepchnąć do podświadomości i zapomnieć, że istnieją. Napiszę tutaj może nazbyt dosadnie, że szpitale psychiatryczne są pełne osób, które w ten sposób starały się uporządkować swoje życie psychiczne. Oczywiście wyparcie do podświadomości jest naturalnym mechanizmem obronnym, który jest potrzebny w sytuacji dużego stresu. Jednak później nie możemy tego tak po prostu zostawić. Trzeba podjąć aktywną pracę, aby ?wydobyć? te zepchnięte emocje i przepracować je. Spróbujmy nakreślić jeszcze jeden obraz. Relacja pomiędzy naszym rozumem a emocjami powinna być taka jak pomiędzy koniem a jeźdźcem. Jeździec to rozum, a koń ? to uczucia. Na koniu można dotrzeć wszędzie szybciej niż na piechotę. Jednak trzeba nauczyć się nim odpowiednio kierować. Tak samo jest z uczuciami. Nie wystarczy stanąć prze lustrem każdego ranka i wmawiać sobie, że jest się szczęśliwym Nie polecam takich metod. Może sprawdzają się one na kartach tanich poradników, lecz nie w życiu. W pracy z własnymi emocjami potrzebna jest cierpliwość. Nikt nie okaże nam cierpliwości, ani też my nie będziemy mieli jej dla innych, jeśli najpierw nie nauczymy się cierpliwości wobec samych siebie. Dlatego właśnie zachęcam do spokojnego zapoznania się z treścią całego cyklu, zanim zacznie się pracę nad własnymi uczuciami. Warto także sięgnąć do książek, które stanowią bibliografię każdego z artykułów i były inspiracją do ich napisania. Pomoże to w rozszerzeniu wiedzy na ten temat. Na początek prosta rada. Trzeba zacząć od poznania samego siebie i przestać uciekać od tego co jest w naszym wnętrzu. Nie możemy wiecznie zagłuszać niepoukładanych emocji. Zbyt często wykorzystujemy telewizję i muzykę właśnie do tego celu. Czasem liczymy na to, że druga osoba wypełni pustkę, jaka znajduje się w nas. Pora poznać samego siebie i zaakceptować się. Uprzedzam, że jest to proces długi i trudny. Da nam jednak w dłuższej perspektywie możliwości, o jakich dotychczas nie marzyliśmy. Może zmienić nasze nastawienie do ludzi, a tym samym polepszyć relacje w rodzinie i przyczynić się do efektywniejszej pracy zawodowej. Po pewnym czasie będziemy mogli bez trudu wprowadzić lepszą atmosferę w zespole, w którym pracujemy. To na pewno przełoży sie pozytywnie na jego wyniki. Nauczymy się kontrolować swoje emocje w czasie prowadzenie negocjacji i wzbudzania zaufania u klientów, z którymi rozmawiamy. Nie będzie to wynik jakichś sztuczek, ale skutek tego, że naprawdę staniemy się ludźmi bardziej dojrzałymi i odpowiedzialnymi, a przez to godnymi zaufania. O tym jak poznać samego siebie, napiszę bardziej szczegółowo w kolejnym artykule. Kontrola i właściwe wykorzystanie swoich emocji cz. 2 Często bywamy zaskoczeni naszymi własnymi reakcjami emocjonalnymi. Wynika to z tego, że tak naprawdę nie znamy samych siebie.Zapewne każdemu z nas zdarzyła się podobna sytuacja. Umawiamy się na rozmowę z klientem. Od samego początku nasz rozmówca bardzo nas drażni i budzi nasz gniew mimo, że zachowuje się grzecznie i nie zrobił ze swej strony nic, co mogłoby spowodować taką reakcję. Do podobnych sytuacji może dochodzić w relacjach ze współpracownikami, przewożonymi lub podwładnymi. Nie potrafimy określić dlaczego pewni ludzie budzą w nas antypatię. W czasie rozmów i kontaktów z nimi opanowujemy się z wielkim trudem. Zdarza się również tak, że nie potrafimy opanować naszego rozdrażnienia. Pora dowiedzieć się co powoduje takie irracjonalne zachowania i przejąć za nie odpowiedzialność oraz nauczyć się je kontrolować. Tak jak już wcześniej pisałem, żeby kontrolować uczucia trzeba zrozumieć, że nie ma dobrych i złych emocji. Złe lub dobre jest to co z nimi albo pod ich wpływem zrobimy. Jeśli przyswoimy sobie podstawowe metody pracy z własnymi uczuciami, to po pewnym czasie będziemy w stanie przepracować je w kilka minut i na bieżąco kontrolować oraz wykorzystywać ich energię w życiu zawodowym i rodzinnym. Jednak za nim to nastąpi, musimy przyjąć, że na początku taka praca będzie wymagała od nas dłuższego okresu czasu. Nie starajmy się niczego przyspieszać na siłę. Gdy po kilku miesiącach lub latach spojrzymy na drogę, którą przebyliśmy, wtedy dopiero zobaczymy jak bardzo się zmieniliśmy i ile korzyści odnieśliśmy dzięki opanowaniu swojej sfery emocjonalnej. W tym cyklu artykułów podam narzędzia, które posłużą opanowaniu techniki pracy z własnymi uczuciami. Metoda, jaką opiszę jest inspirowana pracą badawczą pani dr Elisabeth Kubler-Ross, która wiele lat spędzała pomagając osobom nieuleczalnie chorym oraz ich rodzinom w uporaniu się z własnymi emocjami. Jej badania oraz obserwacje zainspirowały kilku innych psychologów i terapeutów do wykorzystania uzyskanych wyników w codziennej pracy nad nieuporządkowanymi emocjami. Każdy z nas doznaje pewnych zranień sfery emocjonalnej. Te zranienia, jeśli nie są przepracowane, rozbijają wewnętrzną jedność pomiędzy uczuciami a rozumem. Zakłócają harmonię i nie pozwalają korzystać we właściwy sposób ze swojej sfery emocjonalnej. To nie muszą być jakieś wielkie przeżycia traumatyczne. Czasem wystarczy, że w podświadomości nazbiera się wiele małych zapomnianych urazów. Niezależnie od tego, czy dotyczą spraw poważnych czy też błahych, możemy sobie z nimi poradzić. Gdy już nauczymy się pracy z naszymi uczuciami, taki proces będziemy w stanie przeprowadzić w ciągu kilku minut. Na początku zajmie nam to o wiele więcej czasu. Być może pierwszy proces będzie trwał nawet przez kilka miesięcy. Nie należy tego na siłę przyspieszać. Leczenie zranień emocjonalnych i praca nad nimi opiera się na tych samych etapach jakie wyszczególniła dr Kubler-Ross w przypadku akceptacji śmierci. Etapów jest pięć: wypieranie, gniew, targowanie się, poczucie winy i akceptacja. Każdy z etapów oraz sposób zachowania w jego trakcie, omówię dokładnie w kolejnych artykułach. W tym miejscu potrzebne jest jeszcze kilka ważnych uwag na temat ogólnej metodologi pracy na swoją psychiką. Każdy z etapów będzie objawiał się wzmożonymi stanami napięcia. Nie musimy na ten czas przerywać naszej pracy zawodowej ani też rezygnować z codziennych obowiązków. Potrzebujemy tylko około dwudziestu minut dziennie. Możemy też założyć sobie dłuższy przedział czasowy na przykład dwie godziny raz w tygodniu. Ważna jest tylko regularność. Musimy w tym czasie świadomie przeżywać swoje uczucia i nie starać się spychać ich w podświadomość. Ten wydzielony tylko dla siebie czas pozwoli nam na swobodę, jakiej nie moglibyśmy normalnie przejawiać w pracy w stosunku do osoby, która nas drażni. Wtedy, gdy będziemy sami, nie musimy się obawiać, że kogoś skrzywdzimy poprzez nasze słowa, bowiem emocje, jakie będziemy odkrywać muszą zostać wypowiedziane. Niekoniecznie na głos. Możemy pisać listy! Osoby wierzące mogą swoje listy adresować do Boga. Innym rozwiązaniem jest pisanie do jakieś przyjaciela, którego dawno nie widzieliśmy. Tych listów nikt nigdy nie zobaczy (chyba, że sami zdecydujemy się je pokazać jakiejś bliskiej osobie, ale to nie jest konieczne). Dlatego możemy sobie pozwolić w nich na całkowitą szczerość. Szczerość jest tu warunkiem nieodzownym. Skoro już wiemy, że nie ma uczuć złych ani dobrych, to nie musimy czuć się winni lub gorsi z powodu tego, co czujemy. Być może nadużyciem będzie stwierdzenie, że pracy nad wlanymi emocjami potrzebuje każdy, ale pozwolę sobie na stwierdzenie, że około dziewięćdziesiąt dziewięć procent z nas ? na pewno! Także piszący te słowa! Mogę z autopsji powiedzieć, że dzięki pracy na własną psychiką wiele zyskałem, choć ciągle są rejony w mojej psychice, które wymagają przepracowania. Każdy potrzebuje większej dojrzałości. To ona decyduje o profesjonalizmie i poprawnych kontaktach międzyludzkich. Obecnie świat biznesu opiera się na sektorze usługowym i wielostronnych kontaktach z klientami. Jeżeli więc mamy w nim odnieść sukces to musimy nauczyć się poznawać i kontrolować swoje emocje. Kontrola i właściwe wykorzystanie swoich emocji cz. 3 Nadszedł czas, by od teorii przejść do praktyki.Proponuję na początek wybrać sobie jedną osobę z naszego otoczenia zawodowego, która budzi bez żadnych zewnętrznych powodów naszą antypatię. Myślę, że każdy bez trudu znajdzie taką osobę. Jeżeli mamy to szczęście, że nikt z naszych współpracowników, przełożonych lub podwładnych nie wywołuje takich reakcji, to możemy poszukać gdzie indziej. Może to być jakiś nasz stały klient lub na przykład sprzedawca w sklepie, w którym często robimy zakupy. To, że nie wiemy dlaczego ta osoba budzi nasze negatywne reakcje świadczy o tym, że wyparliśmy wydarzenia lub osoby, które są prawdziwą przyczyną tych emocji, do naszej podświadomości. Prawdopodobnie antypatyczna dla nas osoba kojarzy nam się z jakimś odległym faktem z naszego życia i ma kilka cech wspólnych z kimś do kogo mamy po latach nieuświadomiony żal. Podam w tym miejscu przykład dość banalny, ale mający realne odbicie w rzeczywistości. Jeśli kiedyś dawno temu odtrąciła nas jakaś dziewczyna lub była dla nas bardzo niemiła, to teraz wszystkie kobiety o podobnym typie urody mogą nam się wydawać niedostępne i antypatyczne. Być może w dzieciństwie nie potrafiliśmy się porozumieć z którymś z rodziców. Dziś podobne cechy i zachowania jakie przejawiał nasz rodzic mogą budzić złe skojarzenia. Etap wypierania ma służyć znalezieniu źródła tych skojarzeń. Sam mechanizm wypierania jest na krótką metę potrzebny, by złagodzić ból psychiczny i pozwolić nam dalej żyć i działać. Jeśli jednak się przedłuża, to powoduje zaburzenia i trudności w kontroli własnych emocji. Zapewne etap wypierania jest najtrudniejszy do przepracowania. Musimy przestać udawać, że wszystko jest w porządku i zajrzeć w swoje wnętrze. Tak jak pisałem w poprzednim artykule, trzeba sobie na to wygospodarować trochę wolnego czasu. Gdy będziemy mieli chwilę spokoju nie starajmy się o nadmierną aktywność. Spróbujmy raczej skupić się na nielubianej osobie i zacznijmy ją opisywać w pierwszym z naszych listów. Pozwólmy sobie na niekontrolowane skojarzenia. Do jakich momentów naszego życia prowadzą? Zapewne na początku ogranie nas zły nastrój. Pojawi się rozdrażnienie albo nawet silny lęk. Nie starajmy się go tłumić. Próbujmy nasz niepokój przeżywać świadomie. Takie przeżycia wyrabiają siłę psychiczną potrzebną w życiu i przydatną w wielu zawodach. Widziałem już osoby, które po przełamaniu swoich lęków zmieniały się z nieśmiałych we wspaniałych mówców! Po pewnym czasie na pewno dotkniemy źródła naszego niepokoju. U niektórych ludzi przychodzi to bardzo szybko. Nagle niczym błysk rozjaśnia się ich świadomość i widzą właściwe wydarzenia ze swojego wcześniejszego życia. Inni muszą powalczyć ze sobą kilka dni lub tygodni. Nie zawsze chodzi o jedno wydarzenie lub osobę. Bywa tak, że kilka spraw nałożyło się na siebie. Oprócz antypatycznej osoby, która wywołuje w nas skojarzenia, możemy też opisać stany emocjonalne jakie towarzyszą nam w czasie szukania przyczyny naszego niepokoju. Nie ma reguły ile listów trzeba napisać na każdym etapie. Może być jeden, a może będzie ich kilkanaście. To bardzo indywidualna sprawa. Gdy już znajdziemy prawdziwą przyczynę, zaczniemy doświadczać nowej gamy uczuć. Oznaką tego będzie dość silny gniew. Tym razem będzie on skierowany we właściwym kierunku. Tak jak lęku, także gniewu nie należy tłumić. Musimy teraz jednak szczególnie uważać, by naszego rozdrażnienia nie wyładowywać na osobach bliskich lub współpracownikach. W przyszłości zapewne nauczymy się kontrolować swój gniew, a nawet wykorzystywać jego energię na własną korzyść. Nie polecam wyładowywania gniewu poprzez walenie pięściami w poduszkę. Takie zachowanie jedynie utrwala niewłaściwe reakcje. Można oczywiście wykorzystać gniew w sporcie, jeśli jakiś uprawiamy. Trzeba jednak zachować umiar i ostrożność. Gniew to energia do walki o sprawiedliwość i lepszy świat. To siła, która nas napędza do pracy. Dopóki jednak nie nauczymy się nad nim panować, może obrócić się przeciw nam i być jedynie energią niszczącą. To właśnie osoby o dużym potencjale gniewu, które jednocześnie potrafią go ukierunkowywać, są najlepszymi liderami i przywódcami. Potrafią motywować siebie i innych do wzmożonego wysiłku i pracy. Taka osoba, jeśli jest dojrzała i uformowana wewnętrznie, jest skarbem dla każdej firmy i zespołu. Skoro odczujemy przepływające przez nas fale gniewu w stosunku do osoby, która kiedyś wyrządziła nam krzywdę lub zachowała się wobec nas nie w porządku, to znaczy, że mamy za sobą pierwszy etap. Po raz pierwszy udało nam się świadomie dokonać czegoś ze swoimi emocjami. Bez fałszywej skromności możemy sobie pogratulować. To pierwszy krok ku dojrzałości emocjonalnej. Trzeba powiedzieć, że nie każdy się na niego decyduje. Zanim Drogi Czytelniku zabierzesz się za lekturę kolejnego artykułu z tego cyklu, postaraj się dość do opisanego powyżej stanu. Gdy już poczujesz gniew, możemy przystąpić do pracy nad kolejnym etapem. Ważne by nie pozostać w tym stanie i nie osiąść na przysłowiowych laurach. Teraz już udało Ci się odnieść pierwszy sukces. Kontrola uczuć i ich świadome wykorzystanie jest prawie na wyciągniecie ręki, choć wymaga jeszcze sporo pracy. Kontrola i właściwe wykorzystanie swoich emocji cz. 4 Dzięki wzmożonemu wysiłkowi i pracy nad sobą, doszliśmy do etapu gniewu.W zasadzie jedyne co trzeba zrobić na tym etapie to być wobec siebie całkowicie szczerym. Musimy jak najlepiej poznać pokłady naszego gniewu zgromadzone w podświadomości. Tak jak już wcześniej wspomniałem, sam gniew nie jest niczym złym, a nawet może zostać pozytywnie wykorzystany. Trzeba tę prawdę często sobie przypominać, gdyż żyjemy w kulturze, która przez długie dziesięciolecia deprecjonowała gniew i nakazywała jego tłumienie. Taka postawa może mieć katastrofalne skutki także dla zdrowia fizycznego. Istnieją teorie medyczne, które sugerują, że stłumiony gniew jest przyczyną wielu schorzeń. W tym także nowotworów. Na obecnym etapie wiedzy nie jesteśmy w stanie stwierdzić w pełni poprawności tej teorii. Myślę jednak, że możemy przyjąć, iż tłumiony gniew jest jednym z czynników, który wzmaga ryzyko zachorowania. Paradoksalnie, w okresach wojen lub polowań na dzikiego zwierza, gniew był lepiej wykorzystywany i nie stanowił zagrożenia dla zdrowia. Teraz musimy się go nauczyć na nowo wykorzystywać w naszej pracy. Trzeba zdać sobie sprawę, że istnieje poważna różnica pomiędzy odczuwaniem gniewu a sposobami jego wyrażania. Na etapie, na którym jesteśmy może nam być szczególnie trudno pohamować sporadyczne wybuchy agresji. Dobrze jest w takim wypadku poinformować swoich bliskich i współpracowników, że mamy wyjątkowo zły dzień. Wtedy będą wiedzieli, że nasze rozdrażnienie nie jest skierowane bezpośrednio przeciwko nim. Nie zawsze będzie to możliwe. Trudno przecież powiedzieć szefowi lub klientowi, że nie mamy dziś dobrego humoru. Wtedy pozostaje nam tylko wyjątkowe skupienie i panowanie nad swoimi emocjami. Najlepiej agresję pozostawić sobie na czas, gdy jesteśmy sami. Nie bójmy się na tym etapie wyrażać w pełni naszego gniewu w pisanych listach. Jeśli to komuś pomoże, to może sobie pozwolić nawet na mocne słowa pod adresem osoby, do której czujemy gniew. Oczywiście tylko w listach! Nie chodzi o to żeby kogokolwiek krzywdzić. Nawet jeśli naszym zdaniem na to zasługuje. Nasza praca ma nas doprowadzić do wewnętrznej dojrzałości i akceptacji wszystkiego, czego doświadczyliśmy w życiu. Jej celem nie jest branie odwetu, ani w rzeczywistości ani nawet w wyobraźni. Na początku nasze opisywanie uczucia gniewu może wyglądać na formę wyimaginowanej zemsty. Jednak jeżeli wszystko będzie przebiegać dobrze, to po pewnym czasie poczujemy, że coś się zmienia. Tak jak poprzednio nie należy nic przyspieszać. Po prostu za jakiś czas poczujemy, że mamy już większy dystans do sprawy. Musimy zawsze pamiętać, że naszym celem jest lepsza przyszłość, a nie rozpamiętywanie przeszłości. Przyszłość możemy zmienić, przeszłość tylko zaakceptować. Po kilku dniach lub tygodniach będziemy gotowi do przepracowania następnego etapu. Wtedy stwierdzimy, że w zasadzie bylibyśmy gotowi przebaczyć osobie, która nas skrzywdziła i zaakceptować to, co się wydarzyło. Jednak nie jest to jeszcze pełna akceptacja. Zaczynamy stawiać warunki. Możemy przebaczyć, jeśli ta osoba się zmieni lub chociaż nas przeprosi. Nie zawsze jest to możliwe. Czasem ten ktoś może już nieżyć. Innym warunek może być taki, że bylibyśmy w stanie wszystko zaakceptować, gdyby choć nasza obecna sytuacja się poprawiła i nie bylibyśmy ofiarami konsekwencji wcześniejszych wydarzeń. Tak naprawdę nie zmienimy innych ludzi. Nie zmienimy też swojej sytuacji. Musimy zmienić siebie. Dopiero bardziej pozytywne nastawienie do samego siebie i do innych zaowocuje zewnętrznymi przemianami. Skoro doszliśmy już do stawiania warunków, to znaczy, że wkroczyliśmy w etap targowania się. W języku współczesnego biznesu będzie się on nazywał negocjacjami. Idea jest taka sama. Rozpoczynamy negocjacje z samym sobą, na jakich warunkach zgodzimy się zrezygnować ze swoich roszczeń i gniewu, który przez tyle lat gromadził się w naszym wnętrzu. Postarajmy się dokładnie opisać wszystkie warunki, na jakich zgodzimy się na akceptację. Nasze uczucia trzeba traktować w tym momencie jak trudnego klienta. Czasem nawet tak jak kapryśne dziecko. Etap targowania się jest bardzo ważny. W tym momencie uświadomimy sobie nasze postawy roszczeniowe wobec świata. Dowiemy się czego dokładnie pragniemy w relacjach z ludźmi. Przekonamy się też, że często wolimy winę za nasze niepowodzenia zrzucać na innych. Robimy wszystko, by samemu się nie zmieniać. Potem mamy żal do innych, że nic nam nie wychodzi. Tak samo jak na poprzednich etapach, także tu pośpiech nie jest wskazany. Być może, gdy już wypiszemy wszystkie warunki i stopniowo będziemy godzić się, że nie zostaną nigdy spełnione, pojawią się nowe. Każdy trzeba opisać i spokojnie rozważyć. Nie starajmy się jeszcze zbyt pochopnie przyjmować, że wszystko jest już dobrze i ostatecznie możemy zrezygnować z naszych roszczeń. Taka postawa wcale nie będzie oznaczać pełnej akceptacji. To raczej sztuczka naszej podświadomości, która w ten sposób będzie się broniła przed wkroczeniem w kolejny etap. Jeśli udało Ci się Czytelniku dojść w swoich zmaganiach do tego punktu, to stoisz na rozdrożu. Masz przed sobą trzy możliwe drogi. Dwie z nich prowadzą do dalszego rozwoju, a jedna spowoduje zmarnowanie dotychczas włożonego wysiłku. Jakie to drogi opiszę dokładnie w kolejnym artykule. Zostały nam jeszcze do przepracowania dwa trudne etapy. Jednak korzyść będzie na tyle dużą, że warto podjąć dalszy trud. Kontrola i właściwe wykorzystanie swoich emocji cz. 5 Życie nigdy nie przebiega dokładnie według ustalonych schematów.Zwłaszcza sfera emocjonalna nie podporządkowuje się sztywnym regułom. Prezentowany przeze w mnie w tych artykułach model pracy nad sobą stanowi zaledwie pewien szkielet, na którym każdy musi wznieść własną, indywidualną konstrukcję. Ogólne zasady są te same, jednak w szczegółach różnimy się od siebie. Gdy uda nam się pozytywnie przejść etap targowania, stajemy na rozdrożu. Najprostsze wyjście jakie nam się jawi to uznanie, że już wszystko za nami. Teraz możemy funkcjonować jako jednostki bardziej dojrzałe lub spróbować przepracować inną sytuację. To jednak tylko złudzenie. Pozostało jeszcze sporo pracy do wykonania. Jeżeli zdecydujemy się na kontynuację, to prawdopodobnie będą istniały dwie możliwości. Jedna z nich jest taka, że powróci na nowo fala gniewu. Być może niewystarczająco przepracowaliśmy drugi etap. Jednak nic straconego. Wystarczy, że na nowo powrócimy do etapu gniewu i spróbujemy jeszcze raz go przejść. Wystarczy przeczytać to wszystko, co zostało wcześniej napisane na ten temat. Druga możliwość to krok w stronę kolejnego etapu. Uprzedzam, że jest on szczególnie trudny i nieprzyjemny. To czas poczucia winy. Zaczynamy wówczas dostrzegać, iż wiele zależało wcześniej od nas, lecz zaniedbaliśmy to. Być może poczujemy się winni, że tak długo nic nie robiliśmy z naszymi uczuciami, że pozwalaliśmy by niwelowały wyniki naszej pracy zawodowej i ograniczały radość życia. Będziemy się obarczać winą za wiele nieudanych rzeczy, które mogły wyjść nam lepiej gdybyśmy wcześniej zmienili nasze emocje. Podobnie jak w przypadku gniewu, tak i tutaj głębia przeżywanych stanów będzie zależała od indywidualnych cech. Są osoby o większej i mniejszej emocjonalności. Zarówno jedno jak i drugie ma swoje wady i zalety. W sytuacji, gdy będzie nam bardzo trudno i nie wystarczy pisanie listów, trzeba się obchodzić ze swoją sferą emocjonalną wyjątkowo łagodnie. Być może warto sobie w tym okresie kupić coś ładnego, co sprawi nam przyjemność. Nie należy jednak z tym przesadzać. Ucieczka w zakupy lub inne przyjemności jest tylko działaniem doraźnym. Nie rozwiąże żadnego problemu. Na dłuższą metę może przerodzić się w nałóg. Ostatecznie trzeba stawić czoła naszym problemom. Po pewnym czasie nauczymy się rozumieć, że odpowiedzialność za swoje życie ponosimy sami. Niezależnie od tego co zrobił ktoś inny lub co się wydarzyło w przeszłości, to my podejmujemy decyzje. Czasem będą one dobre, a często nie. To także musimy przyjąć i zaakceptować. Dojrzałość polega na wyciąganiu wniosków ze wcześniej popełnionych błędów. Stopniowo poczucie winy przerodzi się w zrozumienie. Ciągłe obwinianie się także nie jest wskazane i zdrowe. Trzeba po prostu umieć zobaczyć błąd, wyciągnąć z niego wnioski i iść dalej. Jeśli uda nam się dojść do tego momentu, to znaczy, że po raz pierwszy w życiu osiągnęliśmy etap akceptacji. Nie należy sądzić, że poczujemy coś na kształt ekstazy lub jakiegoś wielkiego szczęścia. Być może będzie to pewna ulga lecz nie trzeba się martwić, jeśli nie zagrają fanfary i nie zobaczymy wszędzie tylko dobra. Uniesienia emocjonalne także bywają niebezpieczne. Często zacierają rzeczywisty obraz sytuacji. Nie myślmy, że od tej pory nie będziemy odczuwać frustracji, gniewu lub poczucia winy. Być może doświadczymy tych uczuć z jeszcze większą siłę. Jednak teraz wiemy już co robić z takimi emocjami. Mamy przygotowane narzędzia, by sobie z nimi radzić. Po dojściu do odpowiedniej wprawy, będziemy w stanie przepracować swoje negatywne emocje w czasie trwania rozmowy z klientem lub szefem ? dosłownie w kilkadziesiąt sekund. Na to jednak trzeba jeszcze dużo czasu. Zyskujemy jeszcze jedną ważną zdolność. Poznając lepiej samych siebie, nauczymy się przewidywać i rozumieć reakcje emocjonalne innych ludzi. Chyba nie trzeba nikogo przekonywać jak bardzo jest to pomocne w negocjacjach i rozmowach służbowych. Wielu współczesnych managerów opanowało doskonale sztukę tzw. samokontroli obserwacyjnej. Polega ona na tym, że niezależnie od własnych emocji, kreuje się siebie na osobę o nienagannym zachowaniu i zawsze uśmiechniętą. Taka postawa uchodzi powszechnie za profesjonalną. Ogranicza się niestety do kontroli swojego zewnętrznego wizerunku i często współgra z tłumieniem uczuć. O skutkach takiej postawy pisałem już kilka razy. Daje też efekt, który można określić ?sztucznym uśmiechem?. Wszyscy wiemy co się za tym kryje. To co zostało opisane w tym cyklu można określić jako postawę ?wewnętrznej kontroli?. Wydaje się o wiele efektywniejsza na dłuższą metę, gdyż rodzi większe zaufanie u rozmówców oraz nie prowadzi do wypalenia zawodowego. Najlepsi mówcy i negocjatorzy potrafią w odpowiednim momencie zmobilizować swój gniew, by nadać siłę swoim argumentom, a jednocześnie kontrolują go, aby nie przerodził się w agresję. Potrafią pociągnąć za sobą duże audytorium. Umieją także przyznać się do błędu, gdy zajdzie taka potrzeba. To właśnie uważam za prawdziwy profesjonalizm zawodowy. Nie trzeba do tego żadnych sztuczek ani udawania. Trzeba tylko umieć pracować na własnym wnętrzem. Zaproponowana przez mnie metoda nie jest jedyną skuteczną. Istnieją także inne systemy pracy nad sobą. Zapewne także wiele z nich może przynieść dużo korzyści. Opisałem właśnie tę, gdyż wydaje mi się bardzo dobra i skuteczna. Jej działanie znam z autopsji oraz z opowieści wielu innych ludzi, którym pomogła uporać się z własnymi uczuciami i nauczyła ich kontrolować swoje życie uczuciowe. Osobom, które będą chciały bardziej pogłębić swoją wiedzę polecam zamieszczone w bibliografii książki. Wszystkim, którzy zdecydują się spróbować życzę powodzenia. Kontrola i właściwe wykorzystanie swoich emocji. Sfera emocjonalna człowieka jest tą delikatną dziedziną życia, która może przyczynić się do osiągnięcia szczęścia osobistego i sukcesu zawodowego. Jednak jeśli nie jest odpowiednio ukształtowana to ryzykujemy skutek odwrotny. Bardzo często jestem zaskoczony faktem, jak ludzie bardzo inteligentni są jednocześnie niedojrzali emocjonalnie i infantylni w swoich zachowaniach. Nawet nie zdają sobie sprawy, jak wiele przez to tracą. Zwykle nie zdają sobie też sprawy z popełnianych błędów. Podejmując ten cykl artykułów pragnę pomóc i naprowadzić na właściwe kształtowanie własnych emocji oraz podjęcie nad nimi dojrzałej i odpowiedzialnej kontroli. Nie mam zamiaru przedstawiać prostych rozwiązań, ani gotowych recept. Wszystko co w życiu wartościowe wymaga wysiłku. Warto jednak zająć się swoimi uczuciami, bo tak jak już wspomniałem na wstępie mogą przyczynić się do naszych sukcesów lub niepowodzeń. Kontrola emocji w żadnym wypadku nie może równać się ich tłumieniu. Bardzo dużo ludzi myli te dwa pojęcia. Zdrowa kontrola swojej psychiki oznacza poznanie jej i kształtowanie w atmosferze akceptacji. Musimy przestać bać się naszych emocji i przyjąć je takimi jakie są. Nie ma uczuć złych ani dobrych. Są tylko źle lub dobrze wyrażane i wykorzystane. Zostaliśmy obdarzeni emocjami tak samo jak na przykład rękami. Wiadomo, rękę można wyciągnąć do innego człowieka w geście powitania lub uderzyć nią. Można mieć w niej podarunek albo broń. Podobnie, choć nieco bardziej skomplikowanie ?działają? nasze uczucia. To do czego ich użyjemy zależy od nas. Potrzebne jest jeszcze jedno ważne wyjaśnienie. Często psychologowie używają pojęcia ?mechanizm psychiczny?, zapewne pojawi się ono także w tym cyklu artykułów. Nie ma jednak czegoś takiego jak ?inżynieria psychiczna?. Nie można traktować człowieka, także własnej osoby, jak robota, którego należy po prostu zaprogramować. Użycie takiego pojęcia wiąże się jedynie ze strukturą naszego języka, który ze względu na fakt, iż żyjemy w cywilizacji technologicznej, dostarcza nam pojęcia, które bywają czasem nieadekwatne do niektórych problemów. Musimy się jednak nimi zadowolić z braku lepszych. Czym w takim razie są naprawdę nasz uczucia? Jaką rolę pełnią? Zanim zaczniemy się zastanawiać jak je aktywnie kształtować, musimy sobie dopowiedzieć na te dwa pytanie. Najlepiej posłużą do tego celu pewne obrazy. Przede wszystkie uczucia są wewnętrzną energią, która nas napędza. Możemy być obdarzeni bardzo dużą inteligencja i wiedzą. Możemy też mieć niezwykle sprawne fizycznie ciało. Jeśli w tym wszystkim zabraknie energii emocjonalnej to bardzo spadną nasze możliwości intelektualne i fizyczne. Przykładowo: proszę się zastanowić nad następującą sytuacją. Musimy pilnie wykonać jakiś projekt. Nasz przełożony dał nam dość napięty limit czasowy. Co będzie nam bardziej przeszkadzało w wykonaniu zadania? Ból zęba, czy rozpacz po stracie bliskiej osoby? Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że ta druga opcja będzie o wiele trudniejsza i może całkowicie uniemożliwić nam pracę. W sytuacji straty lub innych problemów emocjonalnych nie można ich po prostu stłumić. Zepchnąć do podświadomości i zapomnieć, że istnieją. Napiszę tutaj może nazbyt dosadnie, że szpitale psychiatryczne są pełne osób, które w ten sposób starały się uporządkować swoje życie psychiczne. Oczywiście wyparcie do podświadomości jest naturalnym mechanizmem obronnym, który jest potrzebny w sytuacji dużego stresu. Jednak później nie możemy tego tak po prostu zostawić. Trzeba podjąć aktywną pracę, aby ?wydobyć? te zepchnięte emocje i przepracować je. Spróbujmy nakreślić jeszcze jeden obraz. Relacja pomiędzy naszym rozumem a emocjami powinna być taka jak pomiędzy koniem a jeźdźcem. Jeździec to rozum, a koń ? to uczucia. Na koniu można dotrzeć wszędzie szybciej niż na piechotę. Jednak trzeba nauczyć się nim odpowiednio kierować. Tak samo jest z uczuciami. Nie wystarczy stanąć prze lustrem każdego ranka i wmawiać sobie, że jest się szczęśliwym Nie polecam takich metod. Może sprawdzają się one na kartach tanich poradników, lecz nie w życiu. W pracy z własnymi emocjami potrzebna jest cierpliwość. Nikt nie okaże nam cierpliwości, ani też my nie będziemy mieli jej dla innych, jeśli najpierw nie nauczymy się cierpliwości wobec samych siebie. Dlatego właśnie zachęcam do spokojnego zapoznania się z treścią całego cyklu, zanim zacznie się pracę nad własnymi uczuciami. Warto także sięgnąć do książek, które stanowią bibliografię każdego z artykułów i były inspiracją do ich napisania. Pomoże to w rozszerzeniu wiedzy na ten temat. Na początek prosta rada. Trzeba zacząć od poznania samego siebie i przestać uciekać od tego co jest w naszym wnętrzu. Nie możemy wiecznie zagłuszać niepoukładanych emocji. Zbyt często wykorzystujemy telewizję i muzykę właśnie do tego celu. Czasem liczymy na to, że druga osoba wypełni pustkę, jaka znajduje się w nas. Pora poznać samego siebie i zaakceptować się. Uprzedzam, że jest to proces długi i trudny. Da nam jednak w dłuższej perspektywie możliwości, o jakich dotychczas nie marzyliśmy. Może zmienić nasze nastawienie do ludzi, a tym samym polepszyć relacje w rodzinie i przyczynić się do efektywniejszej pracy zawodowej. Po pewnym czasie będziemy mogli bez trudu wprowadzić lepszą atmosferę w zespole, w którym pracujemy. To na pewno przełoży sie pozytywnie na jego wyniki. Nauczymy się kontrolować swoje emocje w czasie prowadzenie negocjacji i wzbudzania zaufania u klientów, z którymi rozmawiamy. Nie będzie to wynik jakichś sztuczek, ale skutek tego, że naprawdę staniemy się ludźmi bardziej dojrzałymi i odpowiedzialnymi, a przez to godnymi zaufania. Często bywamy zaskoczeni naszymi własnymi reakcjami emocjonalnymi. Wynika to z tego, że tak naprawdę nie znamy samych siebie. Zapewne każdemu z nas zdarzyła się podobna sytuacja. Umawiamy się na rozmowę z klientem. Od samego początku nasz rozmówca bardzo nas drażni i budzi nasz gniew mimo, że zachowuje się grzecznie i nie zrobił ze swej strony nic, co mogłoby spowodować taką reakcję. Do podobnych sytuacji może dochodzić w relacjach ze współpracownikami, przewożonymi lub podwładnymi. Nie potrafimy określić dlaczego pewni ludzie budzą w nas antypatię. W czasie rozmów i kontaktów z nimi opanowujemy się z wielkim trudem. Zdarza się również tak, że nie potrafimy opanować naszego rozdrażnienia. Pora dowiedzieć się co powoduje takie irracjonalne zachowania i przejąć za nie odpowiedzialność oraz nauczyć się je kontrolować. Tak jak już wcześniej pisałem, żeby kontrolować uczucia trzeba zrozumieć, że nie ma dobrych i złych emocji. Złe lub dobre jest to co z nimi albo pod ich wpływem zrobimy. Jeśli przyswoimy sobie podstawowe metody pracy z własnymi uczuciami, to po pewnym czasie będziemy w stanie przepracować je w kilka minut i na bieżąco kontrolować oraz wykorzystywać ich energię w życiu zawodowym i rodzinnym. Jednak za nim to nastąpi, musimy przyjąć, że na początku taka praca będzie wymagała od nas dłuższego okresu czasu. Nie starajmy się niczego przyspieszać na siłę. Gdy po kilku miesiącach lub latach spojrzymy na drogę, którą przebyliśmy, wtedy dopiero zobaczymy jak bardzo się zmieniliśmy i ile korzyści odnieśliśmy dzięki opanowaniu swojej sfery emocjonalnej. W tym cyklu artykułów podam narzędzia, które posłużą opanowaniu techniki pracy z własnymi uczuciami. Metoda, jaką opiszę jest inspirowana pracą badawczą pani dr Elisabeth Kubler-Ross, która wiele lat spędzała pomagając osobom nieuleczalnie chorym oraz ich rodzinom w uporaniu się z własnymi emocjami. Jej badania oraz obserwacje zainspirowały kilku innych psychologów i terapeutów do wykorzystania uzyskanych wyników w codziennej pracy nad nieuporządkowanymi emocjami. Każdy z nas doznaje pewnych zranień sfery emocjonalnej. Te zranienia, jeśli nie są przepracowane, rozbijają wewnętrzną jedność pomiędzy uczuciami a rozumem. Zakłócają harmonię i nie pozwalają korzystać we właściwy sposób ze swojej sfery emocjonalnej. To nie muszą być jakieś wielkie przeżycia traumatyczne. Czasem wystarczy, że w podświadomości nazbiera się wiele małych zapomnianych urazów. Niezależnie od tego, czy dotyczą spraw poważnych czy też błahych, możemy sobie z nimi poradzić. Gdy już nauczymy się pracy z naszymi uczuciami, taki proces będziemy w stanie przeprowadzić w ciągu kilku minut. Na początku zajmie nam to o wiele więcej czasu. Być może pierwszy proces będzie trwał nawet przez kilka miesięcy. Nie należy tego na siłę przyspieszać. Leczenie zranień emocjonalnych i praca nad nimi opiera się na tych samych etapach jakie wyszczególniła dr Kubler-Ross w przypadku akceptacji śmierci. Etapów jest pięć: wypieranie, gniew, targowanie się, poczucie winy i akceptacja. Każdy z etapów oraz sposób zachowania w jego trakcie, omówię dokładnie w kolejnych artykułach. W tym miejscu potrzebne jest jeszcze kilka ważnych uwag na temat ogólnej metodologi pracy na swoją psychiką. Każdy z etapów będzie objawiał się wzmożonymi stanami napięcia. Nie musimy na ten czas przerywać naszej pracy zawodowej ani też rezygnować z codziennych obowiązków. Potrzebujemy tylko około dwudziestu minut dziennie. Możemy też założyć sobie dłuższy przedział czasowy na przykład dwie godziny raz w tygodniu. Ważna jest tylko regularność. Musimy w tym czasie świadomie przeżywać swoje uczucia i nie starać się spychać ich w podświadomość. Ten wydzielony tylko dla siebie czas pozwoli nam na swobodę, jakiej nie moglibyśmy normalnie przejawiać w pracy w stosunku do osoby, która nas drażni. Wtedy, gdy będziemy sami, nie musimy się obawiać, że kogoś skrzywdzimy poprzez nasze słowa, bowiem emocje, jakie będziemy odkrywać muszą zostać wypowiedziane. Niekoniecznie na głos. Możemy pisać listy! Osoby wierzące mogą swoje listy adresować do Boga. Innym rozwiązaniem jest pisanie do jakieś przyjaciela, którego dawno nie widzieliśmy. Tych listów nikt nigdy nie zobaczy (chyba, że sami zdecydujemy się je pokazać jakiejś bliskiej osobie, ale to nie jest konieczne). Dlatego możemy sobie pozwolić w nich na całkowitą szczerość. Szczerość jest tu warunkiem nieodzownym. Skoro już wiemy, że nie ma uczuć złych ani dobrych, to nie musimy czuć się winni lub gorsi z powodu tego, co czujemy. Być może nadużyciem będzie stwierdzenie, że pracy nad wlanymi emocjami potrzebuje każdy, ale pozwolę sobie na stwierdzenie, że około dziewięćdziesiąt dziewięć procent z nas ? na pewno! Także piszący te słowa! Mogę z autopsji powiedzieć, że dzięki pracy na własną psychiką wiele zyskałem, choć ciągle są rejony w mojej psychice, które wymagają przepracowania. Każdy potrzebuje większej dojrzałości. To ona decyduje o profesjonalizmie i poprawnych kontaktach międzyludzkich. Obecnie świat biznesu opiera się na sektorze usługowym i wielostronnych kontaktach z klientami. Jeżeli więc mamy w nim odnieść sukces to musimy nauczyć się poznawać i kontrolować swoje emocje. Nadszedł czas, by od teorii przejść do praktyki. Proponuję na początek wybrać sobie jedną osobę z naszego otoczenia zawodowego, która budzi bez żadnych zewnętrznych powodów naszą antypatię. Myślę, że każdy bez trudu znajdzie taką osobę. Jeżeli mamy to szczęście, że nikt z naszych współpracowników, przełożonych lub podwładnych nie wywołuje takich reakcji, to możemy poszukać gdzie indziej. Może to być jakiś nasz stały klient lub na przykład sprzedawca w sklepie, w którym często robimy zakupy. To, że nie wiemy dlaczego ta osoba budzi nasze negatywne reakcje świadczy o tym, że wyparliśmy wydarzenia lub osoby, które są prawdziwą przyczyną tych emocji, do naszej podświadomości. Prawdopodobnie antypatyczna dla nas osoba kojarzy nam się z jakimś odległym faktem z naszego życia i ma kilka cech wspólnych z kimś do kogo mamy po latach nieuświadomiony żal. Podam w tym miejscu przykład dość banalny, ale mający realne odbicie w rzeczywistości. Jeśli kiedyś dawno temu odtrąciła nas jakaś dziewczyna lub była dla nas bardzo niemiła, to teraz wszystkie kobiety o podobnym typie urody mogą nam się wydawać niedostępne i antypatyczne. Być może w dzieciństwie nie potrafiliśmy się porozumieć z którymś z rodziców. Dziś podobne cechy i zachowania jakie przejawiał nasz rodzic mogą budzić złe skojarzenia. Etap wypierania ma służyć znalezieniu źródła tych skojarzeń. Sam mechanizm wypierania jest na krótką metę potrzebny, by złagodzić ból psychiczny i pozwolić nam dalej żyć i działać. Jeśli jednak się przedłuża, to powoduje zaburzenia i trudności w kontroli własnych emocji. Zapewne etap wypierania jest najtrudniejszy do przepracowania. Musimy przestać udawać, że wszystko jest w porządku i zajrzeć w swoje wnętrze. Tak jak pisałem w poprzednim artykule, trzeba sobie na to wygospodarować trochę wolnego czasu. Gdy będziemy mieli chwilę spokoju nie starajmy się o nadmierną aktywność. Spróbujmy raczej skupić się na nielubianej osobie i zacznijmy ją opisywać w pierwszym z naszych listów. Pozwólmy sobie na niekontrolowane skojarzenia. Do jakich momentów naszego życia prowadzą? Zapewne na początku ogranie nas zły nastrój. Pojawi się rozdrażnienie albo nawet silny lęk. Nie starajmy się go tłumić. Próbujmy nasz niepokój przeżywać świadomie. Takie przeżycia wyrabiają siłę psychiczną potrzebną w życiu i przydatną w wielu zawodach. Widziałem już osoby, które po przełamaniu swoich lęków zmieniały się z nieśmiałych we wspaniałych mówców! Po pewnym czasie na pewno dotkniemy źródła naszego niepokoju. U niektórych ludzi przychodzi to bardzo szybko. Nagle niczym błysk rozjaśnia się ich świadomość i widzą właściwe wydarzenia ze swojego wcześniejszego życia. Inni muszą powalczyć ze sobą kilka dni lub tygodni. Nie zawsze chodzi o jedno wydarzenie lub osobę. Bywa tak, że kilka spraw nałożyło się na siebie. Oprócz antypatycznej osoby, która wywołuje w nas skojarzenia, możemy też opisać stany emocjonalne jakie towarzyszą nam w czasie szukania przyczyny naszego niepokoju. Nie ma reguły ile listów trzeba napisać na każdym etapie. Może być jeden, a może będzie ich kilkanaście. To bardzo indywidualna sprawa. Gdy już znajdziemy prawdziwą przyczynę, zaczniemy doświadczać nowej gamy uczuć. Oznaką tego będzie dość silny gniew. Tym razem będzie on skierowany we właściwym kierunku. Tak jak lęku, także gniewu nie należy tłumić. Musimy teraz jednak szczególnie uważać, by naszego rozdrażnienia nie wyładowywać na osobach bliskich lub współpracownikach. W przyszłości zapewne nauczymy się kontrolować swój gniew, a nawet wykorzystywać jego energię na własną korzyść. Nie polecam wyładowywania gniewu poprzez walenie pięściami w poduszkę. Takie zachowanie jedynie utrwala niewłaściwe reakcje. Można oczywiście wykorzystać gniew w sporcie, jeśli jakiś uprawiamy. Trzeba jednak zachować umiar i ostrożność. Gniew to energia do walki o sprawiedliwość i lepszy świat. To siła, która nas napędza do pracy. Dopóki jednak nie nauczymy się nad nim panować, może obrócić się przeciw nam i być jedynie energią niszczącą. To właśnie osoby o dużym potencjale gniewu, które jednocześnie potrafią go ukierunkowywać, są najlepszymi liderami i przywódcami. Potrafią motywować siebie i innych do wzmożonego wysiłku i pracy. Taka osoba, jeśli jest dojrzała i uformowana wewnętrznie, jest skarbem dla każdej firmy i zespołu. Skoro odczujemy przepływające przez nas fale gniewu w stosunku do osoby, która kiedyś wyrządziła nam krzywdę lub zachowała się wobec nas nie w porządku, to znaczy, że mamy za sobą pierwszy etap. Po raz pierwszy udało nam się świadomie dokonać czegoś ze swoimi emocjami. Bez fałszywej skromności możemy sobie pogratulować. To pierwszy krok ku dojrzałości emocjonalnej. Trzeba powiedzieć, że nie każdy się na niego decyduje. Zanim Drogi Czytelniku zabierzesz się za lekturę kolejnego artykułu z tego cyklu, postaraj się dość do opisanego powyżej stanu. Gdy już poczujesz gniew, możemy przystąpić do pracy nad kolejnym etapem. Ważne by nie pozostać w tym stanie i nie osiąść na przysłowiowych laurach. Teraz już udało Ci się odnieść pierwszy sukces. Kontrola uczuć i ich świadome wykorzystanie jest prawie na wyciągniecie ręki, choć wymaga jeszcze sporo pracy. Dzięki wzmożonemu wysiłkowi i pracy nad sobą, doszliśmy do etapu gniewu. W zasadzie jedyne co trzeba zrobić na tym etapie to być wobec siebie całkowicie szczerym. Musimy jak najlepiej poznać pokłady naszego gniewu zgromadzone w podświadomości. Tak jak już wcześniej wspomniałem, sam gniew nie jest niczym złym, a nawet może zostać pozytywnie wykorzystany. Trzeba tę prawdę często sobie przypominać, gdyż żyjemy w kulturze, która przez długie dziesięciolecia deprecjonowała gniew i nakazywała jego tłumienie. Taka postawa może mieć katastrofalne skutki także dla zdrowia fizycznego. Istnieją teorie medyczne, które sugerują, że stłumiony gniew jest przyczyną wielu schorzeń. W tym także nowotworów. Na obecnym etapie wiedzy nie jesteśmy w stanie stwierdzić w pełni poprawności tej teorii. Myślę jednak, że możemy przyjąć, iż tłumiony gniew jest jednym z czynników, który wzmaga ryzyko zachorowania. Paradoksalnie, w okresach wojen lub polowań na dzikiego zwierza, gniew był lepiej wykorzystywany i nie stanowił zagrożenia dla zdrowia. Teraz musimy się go nauczyć na nowo wykorzystywać w naszej pracy. Trzeba zdać sobie sprawę, że istnieje poważna różnica pomiędzy odczuwaniem gniewu a sposobami jego wyrażania. Na etapie, na którym jesteśmy może nam być szczególnie trudno pohamować sporadyczne wybuchy agresji. Dobrze jest w takim wypadku poinformować swoich bliskich i współpracowników, że mamy wyjątkowo zły dzień. Wtedy będą wiedzieli, że nasze rozdrażnienie nie jest skierowane bezpośrednio przeciwko nim. Nie zawsze będzie to możliwe. Trudno przecież powiedzieć szefowi lub klientowi, że nie mamy dziś dobrego humoru. Wtedy pozostaje nam tylko wyjątkowe skupienie i panowanie nad swoimi emocjami. Najlepiej agresję pozostawić sobie na czas, gdy jesteśmy sami. Nie bójmy się na tym etapie wyrażać w pełni naszego gniewu w pisanych listach. Jeśli to komuś pomoże, to może sobie pozwolić nawet na mocne słowa pod adresem osoby, do której czujemy gniew. Oczywiście tylko w listach! Nie chodzi o to żeby kogokolwiek krzywdzić. Nawet jeśli naszym zdaniem na to zasługuje. Nasza praca ma nas doprowadzić do wewnętrznej dojrzałości i akceptacji wszystkiego, czego doświadczyliśmy w życiu. Jej celem nie jest branie odwetu, ani w rzeczywistości ani nawet w wyobraźni. Na początku nasze opisywanie uczucia gniewu może wyglądać na formę wyimaginowanej zemsty. Jednak jeżeli wszystko będzie przebiegać dobrze, to po pewnym czasie poczujemy, że coś się zmienia. Tak jak poprzednio nie należy nic przyspieszać. Po prostu za jakiś czas poczujemy, że mamy już większy dystans do sprawy. Musimy zawsze pamiętać, że naszym celem jest lepsza przyszłość, a nie rozpamiętywanie przeszłości. Przyszłość możemy zmienić, przeszłość tylko zaakceptować. Po kilku dniach lub tygodniach będziemy gotowi do przepracowania następnego etapu. Wtedy stwierdzimy, że w zasadzie bylibyśmy gotowi przebaczyć osobie, która nas skrzywdziła i zaakceptować to, co się wydarzyło. Jednak nie jest to jeszcze pełna akceptacja. Zaczynamy stawiać warunki. Możemy przebaczyć, jeśli ta osoba się zmieni lub chociaż nas przeprosi. Nie zawsze jest to możliwe. Czasem ten ktoś może już nieżyć. Innym warunek może być taki, że bylibyśmy w stanie wszystko zaakceptować, gdyby choć nasza obecna sytuacja się poprawiła i nie bylibyśmy ofiarami konsekwencji wcześniejszych wydarzeń. Tak naprawdę nie zmienimy innych ludzi. Nie zmienimy też swojej sytuacji. Musimy zmienić siebie. Dopiero bardziej pozytywne nastawienie do samego siebie i do innych zaowocuje zewnętrznymi przemianami. Skoro doszliśmy już do stawiania warunków, to znaczy, że wkroczyliśmy w etap targowania się. W języku współczesnego biznesu będzie się on nazywał negocjacjami. Idea jest taka sama. Rozpoczynamy negocjacje z samym sobą, na jakich warunkach zgodzimy się zrezygnować ze swoich roszczeń i gniewu, który przez tyle lat gromadził się w naszym wnętrzu. Postarajmy się dokładnie opisać wszystkie warunki, na jakich zgodzimy się na akceptację. Nasze uczucia trzeba traktować w tym momencie jak trudnego klienta. Czasem nawet tak jak kapryśne dziecko. Etap targowania się jest bardzo ważny. W tym momencie uświadomimy sobie nasze postawy roszczeniowe wobec świata. Dowiemy się czego dokładnie pragniemy w relacjach z ludźmi. Przekonamy się też, że często wolimy winę za nasze niepowodzenia zrzucać na innych. Robimy wszystko, by samemu się nie zmieniać. Potem mamy żal do innych, że nic nam nie wychodzi. Tak samo jak na poprzednich etapach, także tu pośpiech nie jest wskazany. Być może, gdy już wypiszemy wszystkie warunki i stopniowo będziemy godzić się, że nie zostaną nigdy spełnione, pojawią się nowe. Każdy trzeba opisać i spokojnie rozważyć. Nie starajmy się jeszcze zbyt pochopnie przyjmować, że wszystko jest już dobrze i ostatecznie możemy zrezygnować z naszych roszczeń. Taka postawa wcale nie będzie oznaczać pełnej akceptacji. To raczej sztuczka naszej podświadomości, która w ten sposób będzie się broniła przed wkroczeniem w kolejny etap. Jeśli udało Ci się Czytelniku dojść w swoich zmaganiach do tego punktu, to stoisz na rozdrożu. Masz przed sobą trzy możliwe drogi. Dwie z nich prowadzą do dalszego rozwoju, a jedna spowoduje zmarnowanie dotychczas włożonego wysiłku. Jakie to drogi opiszę dokładnie w kolejnym artykule. Zostały nam jeszcze do przepracowania dwa trudne etapy. Jednak korzyść będzie na tyle dużą, że warto podjąć dalszy trud. Życie nigdy nie przebiega dokładnie według ustalonych schematów. Zwłaszcza sfera emocjonalna nie podporządkowuje się sztywnym regułom. Prezentowany przeze w mnie w tych artykułach model pracy nad sobą stanowi zaledwie pewien szkielet, na którym każdy musi wznieść własną, indywidualną konstrukcję. Ogólne zasady są te same, jednak w szczegółach różnimy się od siebie. Gdy uda nam się pozytywnie przejść etap targowania, stajemy na rozdrożu. Najprostsze wyjście jakie nam się jawi to uznanie, że już wszystko za nami. Teraz możemy funkcjonować jako jednostki bardziej dojrzałe lub spróbować przepracować inną sytuację. To jednak tylko złudzenie. Pozostało jeszcze sporo pracy do wykonania. Jeżeli zdecydujemy się na kontynuację, to prawdopodobnie będą istniały dwie możliwości. Jedna z nich jest taka, że powróci na nowo fala gniewu. Być może niewystarczająco przepracowaliśmy drugi etap. Jednak nic straconego. Wystarczy, że na nowo powrócimy do etapu gniewu i spróbujemy jeszcze raz go przejść. Wystarczy przeczytać to wszystko, co zostało wcześniej napisane na ten temat. Druga możliwość to krok w stronę kolejnego etapu. Uprzedzam, że jest on szczególnie trudny i nieprzyjemny. To czas poczucia winy. Zaczynamy wówczas dostrzegać, iż wiele zależało wcześniej od nas, lecz zaniedbaliśmy to. Być może poczujemy się winni, że tak długo nic nie robiliśmy z naszymi uczuciami, że pozwalaliśmy by niwelowały wyniki naszej pracy zawodowej i ograniczały radość życia. Będziemy się obarczać winą za wiele nieudanych rzeczy, które mogły wyjść nam lepiej gdybyśmy wcześniej zmienili nasze emocje. Podobnie jak w przypadku gniewu, tak i tutaj głębia przeżywanych stanów będzie zależała od indywidualnych cech. Są osoby o większej i mniejszej emocjonalności. Zarówno jedno jak i drugie ma swoje wady i zalety. W sytuacji, gdy będzie nam bardzo trudno i nie wystarczy pisanie listów, trzeba się obchodzić ze swoją sferą emocjonalną wyjątkowo łagodnie. Być może warto sobie w tym okresie kupić coś ładnego, co sprawi nam przyjemność. Nie należy jednak z tym przesadzać. Ucieczka w zakupy lub inne przyjemności jest tylko działaniem doraźnym. Nie rozwiąże żadnego problemu. Na dłuższą metę może przerodzić się w nałóg. Ostatecznie trzeba stawić czoła naszym problemom. Po pewnym czasie nauczymy się rozumieć, że odpowiedzialność za swoje życie ponosimy sami. Niezależnie od tego co zrobił ktoś inny lub co się wydarzyło w przeszłości, to my podejmujemy decyzje. Czasem będą one dobre, a często nie. To także musimy przyjąć i zaakceptować. Dojrzałość polega na wyciąganiu wniosków ze wcześniej popełnionych błędów. Stopniowo poczucie winy przerodzi się w zrozumienie. Ciągłe obwinianie się także nie jest wskazane i zdrowe. Trzeba po prostu umieć zobaczyć błąd, wyciągnąć z niego wnioski i iść dalej. Jeśli uda nam się dojść do tego momentu, to znaczy, że po raz pierwszy w życiu osiągnęliśmy etap akceptacji. Nie należy sądzić, że poczujemy coś na kształt ekstazy lub jakiegoś wielkiego szczęścia. Być może będzie to pewna ulga lecz nie trzeba się martwić, jeśli nie zagrają fanfary i nie zobaczymy wszędzie tylko dobra. Uniesienia emocjonalne także bywają niebezpieczne. Często zacierają rzeczywisty obraz sytuacji. Nie myślmy, że od tej pory nie będziemy odczuwać frustracji, gniewu lub poczucia winy. Być może doświadczymy tych uczuć z jeszcze większą siłę. Jednak teraz wiemy już co robić z takimi emocjami. Mamy przygotowane narzędzia, by sobie z nimi radzić. Po dojściu do odpowiedniej wprawy, będziemy w stanie przepracować swoje negatywne emocje w czasie trwania rozmowy z klientem lub szefem ? dosłownie w kilkadziesiąt sekund. Na to jednak trzeba jeszcze dużo czasu. Zyskujemy jeszcze jedną ważną zdolność. Poznając lepiej samych siebie, nauczymy się przewidywać i rozumieć reakcje emocjonalne innych ludzi. Chyba nie trzeba nikogo przekonywać jak bardzo jest to pomocne w negocjacjach i rozmowach służbowych. Wielu współczesnych managerów opanowało doskonale sztukę tzw. samokontroli obserwacyjnej. Polega ona na tym, że niezależnie od własnych emocji, kreuje się siebie na osobę o nienagannym zachowaniu i zawsze uśmiechniętą. Taka postawa uchodzi powszechnie za profesjonalną. Ogranicza się niestety do kontroli swojego zewnętrznego wizerunku i często współgra z tłumieniem uczuć. O skutkach takiej postawy pisałem już kilka razy. Daje też efekt, który można określić ?sztucznym uśmiechem?. Wszyscy wiemy co się za tym kryje. To co zostało opisane w tym cyklu można określić jako postawę ?wewnętrznej kontroli?. Wydaje się o wiele efektywniejsza na dłuższą metę, gdyż rodzi większe zaufanie u rozmówców oraz nie prowadzi do wypalenia zawodowego. Najlepsi mówcy i negocjatorzy potrafią w odpowiednim momencie zmobilizować swój gniew, by nadać siłę swoim argumentom, a jednocześnie kontrolują go, aby nie przerodził się w agresję. Potrafią pociągnąć za sobą duże audytorium. Umieją także przyznać się do błędu, gdy zajdzie taka potrzeba. To właśnie uważam za prawdziwy profesjonalizm zawodowy. Nie trzeba do tego żadnych sztuczek ani udawania. Trzeba tylko umieć pracować na własnym wnętrzem. Zaproponowana przez mnie metoda nie jest jedyną skuteczną. Istnieją także inne systemy pracy nad sobą. Zapewne także wiele z nich może przynieść dużo korzyści. Opisałem właśnie tę, gdyż wydaje mi się bardzo dobra i skuteczna. Jej działanie znam z autopsji oraz z opowieści wielu innych ludzi, którym pomogła uporać się z własnymi uczuciami i nauczyła ich kontrolować swoje życie uczuciowe. Osobom, które będą chciały bardziej pogłębić swoją wiedzę polecam zamieszczone w bibliografii książki. Wszystkim, którzy zdecydują się spróbować życzę powodzenia.