Offcanvas Info

Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

KURSY | TELEFONY | TORTY | ELEKTRO | FINANSE | MODA | KOMÓRKI | AGD | WAKACJE | UBRANIA | BEZPIECZEŃSTWO
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
Telefon jest jednym z tych urządzeń, które zdominowały nasze życie. Zarówno zawodowe, jak i prywatne. Dominacja ta nie była jeszcze tak widoczna, gdy dostępne były jedynie aparaty stacjonarne. Wraz z rozpowszechnieniem się telefonów komórkowych, stopniowym obniżeniem cen połączeń, z telefonem niemal się nie rozstajemy. Są już nawet tacy psychologowie, którzy zaczynają mówić o uzależnieniu od telefonu. Nie na darmo niektórzy złośliwie nazywają aparaty komórkowe elektronicznymi smyczami. Sporo w tym prawdy, jednak w tym artykule nie będę się zajmował tym aspektem powszechnej telefonizacji. Większość rozmów służbowych i biznesowych przeprowadzamy przez telefon. Dzięki temu zamiast z jednym klientem czy inwestorem, można porozmawiać z dziesięcioma w tym samym czasie. Oszczędzamy czas i pieniądze. Możemy też bardziej dynamicznie działać.Przy pomocy telefonu kontaktujemy się z najbliższymi. Telefony mają niebagatelny wpływ na nasze życie towarzyskie. Długo można o tym wszystkim pisać. Wydawałoby się, że przez telefon każdy potrafi rozmawiać i jakakolwiek analiza psychologiczna tego fenomenu jest zbędna. Nie chciałbym, by ten artykuł został potraktowany jako swoisty zbiór ciekawostek związanych z korzystaniem z telefonów. Mam nadzieję, że uda mi się wykazać, iż korzystanie z telefonu jako narzędzia pracy, czy bardziej ogólnie służącego do nawiązywania kontaktów międzyludzkich, wymaga pewnego namysłu, wiedzy i wreszcie treningu. Może się okazać, że wiele osób będzie musiało zwalczyć w sobie pewne nawyki, którym dotychczas ulegało. Być może tekst ten w jakimś stopniu poprawi wyniki pracy Czytelników i w jakimś stopniu rozszerzy ich możliwości. Zacznijmy wszystko od początku. Od czasów na długo przed wynalezieniem telefonu czyli od praczłowieka znajdującego się w środku pełnego niebezpieczeństw lasu. Pierwotnie głos pozbawiony dopełnienia w postaci obrazu budził lęk. Trudno było zidentyfikować niebezpieczeństwo. Groźny był ryk pędzącego drapieżnika, ale przynajmniej wiadomo było, co jest jego źródłem. Pojawiające się głosy, których źródło trudne było do identyfikacji wzrokowej, dały asumpt do tworzenia legend o demonach i innych istotach nadprzyrodzonych. Bardzo podobnie odbieramy głos płynący z głośniczka telefonu. Nieprawdopodobne? Pozornie nie widać związku i nie odczuwamy tego samego co nasi przodkowie w puszczy...Od stu lat jesteśmy oswajani z tym dziwnym zjawiskiem, ale przecież sto lat to niewiele w porównaniu z setkami tysięcy lat ludzkiej historii. Pewne obawy, znacznie już uśpione, gdzieś w nas drzemią. Instynkty gatunku nie zmieniają się tak szybko. Już choćby z tego powodu przyjmujemy w rozmowach telefonicznych nieco inną postawę niż w czasie rozmów twarzą w twarz. Jesteśmy albo bardziej agresywni lub też bardziej ulegli. Czasami uciekamy się do osłony w postaci bardzo oficjalnego tonu. By lepiej uzmysłowić sobie to, co mam na myśli, przypomnijcie sobie jak zachowujecie się, gdy jesteście zupełnie sami w środku lasu. Czyż reakcje nie są takie same jak te sprzed tysięcy lat? Człowiek obyty z lasem potrafi identyfikować jego odgłosy i nie czuje takiej obawy. Jednak nigdy nie wyeliminuje podświadomych lęków. To samo dotyczy telefonu. Czy na pewno rozmawiacie dokładnie tak samo jak wtedy, gdy widzicie drugą osobę? Tym, co musimy sobie uświadomić już na wstępie tych rozważań jest fakt, iż w rozmowie ok. 50% informacji czerpiemy nie ze słów, lecz z mimiki i gestów rozmówcy. Sporo też z tonu głosu. Sama treść werbalna stanowi niewielki ułamek tego, co do nas dociera. Brak obrazu pozbawia nas wielu informacji i czujemy się mniej pewnie.Jeszcze kilkanaście lat temu, gdy rzadko korzystałem z telefonu, czułem się w czasie takiej rozmowy mało komfortowo i starałem się ją jak najszybciej zakończyć. Ówczesne wysokie ceny połączeń nie były tu jedyną przyczyną. Dziś nie czuję się już dziwnie i zapewne wielu Czytelników prowadzących długie rozmowy telefoniczne każdego dnia wzruszy tylko ramionami na takie stwierdzenie. Trzeba jednak pamiętać o roli podświadomości z drzemiącymi w niej lękami i o całym ewolucyjnym spadku. Przyzwyczajenie nie pozbawiło nas tego wielowiekowego dziedzictwa. Najczęściej nie zdajemy sobie sprawy, że rozmawiając przez telefon mówimy inaczej! Zachowujemy się inaczej! Bazując na tej podstawie teoretycznej, która zapewne wymaga jeszcze dopracowania i zaawansowanych badań, możemy zacząć rozważania na temat poprawy naszej komunikatywności przy użyciu telefonu. Czy powinniśmy dążyć do tego, aby taką rozmowę upodobnić jak najbardziej do zwykłej konwersacji twarzą w twarz? Nie do końca. Wszak sytuacja nie jest naturalna, o ile można się posłużyć tym dość niefortunnym określeniem. Musimy pamiętać, że nie tylko my reagujemy podświadomie w takiej rozmowie nieco inaczej, ale nasz partner również. Z drugiej strony zbytnie odbieganie od standardów zwykłej ludzkiej rozmowy też nie będzie korzystne. Musimy więc na wstępie przyjąć prostą, choć pozornie sprzeczną zasadę, że rozmowę telefoniczną należy tak prowadzić, by była podobna do zwykłej (twarzą w twarz), ale też niezupełnie z nią tożsama.Jednym z podstawowych błędów, jakie się popełnia, jest nieprzywiązywanie wagi do swojego wyglądu, mimiki i otoczenia w czasie telefonowania. Wszak nasz rozmówca nas nie widzi, więc czym tu się przejmować? Nim przejdę do szczegółów pozwolę sobie zakończyć tę część moich rozważań prostym przykładem. Jeśli dzwonisz w sprawie pracy siedząc w łóżku lub leżąc sobie wygodnie pod kołdrą, jeszcze długo będziesz bezrobotnym. Jeśli dzwonisz do klienta w podobnej postawie, niebawem stracisz klienta, a w dalszej perspektywie może grozić Ci bankructwo. Dlaczego? Źródła:F. Forsyth. Umiejętność rozmawiania przez telefon, PETIT Warszawa 1998.S. P. Morreale, B. H. Spitzberg, J. K. Barge, Komunikacja między ludźmi: motywacja, wiedza i umiejętności, tłum. P. Izdebski, A. Jaworska, D. Kobylińska, PWN Warszawa 2007.