Offcanvas Info

Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

KURSY | TELEFONY | TORTY | ELEKTRO | FINANSE | MODA | KOMÓRKI | AGD | WAKACJE | UBRANIA | BEZPIECZEŃSTWO

Psychologia

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Używając swoistej przenośni można stwierdzić, że świat wirtualny nieustannie się rozrasta.Używając swoistej przenośni można stwierdzić, że świat wirtualny nieustannie się rozrasta. Zajmuje coraz więcej przestrzeni w naszym życiu. Bywa, że wręcz wypycha na drugi plan to, co obecnie modnie określa się jako ?real?, czyli realną rzeczywistość. Coraz trudniej wytyczyć granicę między tą realnością a wirtualnością. W wielu wypadkach komunikatory internetowe czy tzw. soc-media (facebook, nasza-klasa itd.) zastępują normalne kontakty towarzyskie. Współczesny poszukiwacz wiedzy sprawdza najpierw popularną wyszukiwarkę pod kątem potrzebnych informacji, a dopiero później (o ile w ogóle) myśli o bibliotece. Ministerstwo Edukacji planuje wprowadzenie e-booków obok tradycyjnych książek. Możemy też dokonywać zakupów przez internet, operować swoimi pieniędzmi, kupować akcje, a wszystko to bez wychodzenia z domu. Wreszcie ostatni przykład, który należało może podać jako pierwszy, ale z racji, iż jest mniej znany i rozumiany, pozwoliłem sobie umieścić go na końcu. Dziś naukowcy z całego świata współpracują ze sobą, często nie znając się osobiście. Wymiana myśli mailem czy wspólne pisanie artykułów lub książek za pomocą tzw. chmur. To znacznie upraszcza pracę, która niegdyś wymagała setek listów i długiego czekania. Dziś odpowiedź od współpracownika można otrzymać zaledwie w przeciągu kilku minut. Warto pamiętać, że to właśnie dla naukowców i w celu dzielenia się wiedzą naukową powstały zalążki cywilnej sieci internetowej. Przykładów znalazłoby się więcej. Wszak można i sklep prowadzić przez internet, a w zasadzie dziś każda firma jakoś w sieci chce czy nawet musi zaistnieć. Podane tu przykłady są poniekąd zjawiskami pozytywnymi, choć zastąpienie zwykłej rozmowy z drugim człowiekiem taką za pomocą komunikatora może budzić zastrzeżenia. Do tej kwestii jeszcze powrócimy. Istnieje jednak cała masa zagrożeń związanych ze światem wirtualnym. Każdą nową zdobycz technologiczną czy cywilizacyjną można wykorzystać dobrze i źle. Na swoją korzyść i na niekorzyść. Pomagając innym lub ich krzywdząc. Ta ekspansja świata wirtualnego sprawiła, że przestał on być tylko i wyłącznie domeną informatyków. Badania tego zjawiska podjęli się także socjologowie i psychologowie, a także ludzie poszukujący nowych metod pedagogicznych. Moim zadaniem jest ukazanie sieci jako przestrzeni rozwoju osobistego. Jednak nie chcę tylko bezkrytycznie wychwalać nowych możliwości, lecz również mam zamiar zwrócić uwagę na zagrożenia. Wielu autorów, a ja przychylam się do ich opinii, wskazuje na fakt, iż obecnie przeżywamy fazę zachłyśnięcia się technologią informatyczną. Staramy się wprowadzić ją wszędzie i za wszelką cenę. Przykładem może być wspomniany projekt ministerstwa nakazujący wprowadzenie e-booków. Do bibliotek wiejskich, którym brak pieniędzy na zakup nowości wydawniczych, kupuje się komputery. Wszystko to wskazuje na to, iż rozwój technologiczny zbytnio wyprzedził społeczną dojrzałość. Przy czym daleki jestem od stawiania tezy, iż komputery wraz z wielką siecią internetową to samo zło. Jest to wspólne dobro, które każdy z nas może wykorzystać dla swojego rozwoju. Nigdy jeszcze możliwości samo-edukacji nie były tak rozwinięte. Nigdy też nie istniało tyle zagrożeń z tym związanych. Zazwyczaj zjawisko wirtualizacji analizuje się w oderwaniu od jego korzeni kulturowych. Przeciwstawia się przykładowo tradycyjny model edukacji oparty o podręczniki papierowe prezentacjom multimedialnym, audiobookom czy e-bookom. Dziś naukowiec wybierający się na konferencję nie przygotowuje już dla swoich słuchaczy wydruków z danymi, które będzie omawiał, lecz właśnie prezentację multimedialną. Zamiast wozić ze sobą stos książek, obowiązkowo taszczy się laptopa. Te nowe możliwości związane ze sferą informatyczną dały asumpt zwolennikom teorii podważającej sensowność dotychczasowych programów edukacyjnych. Zaczęto dowodzić, że najważniejsze w nauczaniu jest to, by ucznia zainteresować poprzez jak największą ilość obrazów i dźwięków. Ciąg czarnych liter na białym tle jest w tym ujęciu zbyt nudny i monotonny. To jedna z podstawowych przyczyn porażek pedagogiczno-edukacyjnych. Jeśli już trzeba korzystać z książek, to zaleca się ich mazanie i kreślenie wszystkimi dostępnymi kolorami, co podobno ma ułatwić uczenie się i kojarzenie ze sobą poszczególnych informacji. Miałem okazję być na kursach, na których dowodzono, że to odzwierciedla strukturę naszego mózgu. Przyznam, że związek to jak dla mnie dość ulotny, ale do problemów związanych z ?konstrukcją? mózgu niebawem powrócimy. Nim przejdziemy do omawiania konkretnych możliwości i zagrożeń świata wirtualnego, proponuję stworzyć specjalny model środowiskowy. Czym jest środowisko? To pewien zespół czynników, w których przyszło nam żyć. W tym środowisku zaspokajamy swoje potrzeby i staramy się unikać zagrożeń. Nasze podstawowe potrzeby nie zmieniły się od setek tysięcy lat. Potrzebujemy pożywienia, snu, schronienia i seksu. Tego samego, co nasz praprzodek. Według psychologów ewolucyjnych nasz mózg został ostatecznie ukształtowany już ok. 200 tys. lat temu. Wprawdzie nowe odkrycia archeologiczne mogą przesunąć tę datę znacznie bardziej w pomroki prehistorii, ale nie to jest tu istotne. Gdyby zgodzić się z tą teorią, musielibyśmy założyć, że nasz mózg przystosował się do środowiska z tamtych odległych czasów. Cóż więc otrzymujemy na starcie tych rozważań? Mamy podstawowe potrzeby sprzed 200 tysięcy lat, mamy mózg z tego samego okresu i dostosowany do tamtych warunków. Tymczasem przez wieki nasze środowisko się zmieniało. I to wielokrotnie. Dziś już nie zaspokajamy potrzeby pożywienia na polowaniu, lecz w sklepie. Nie śpimy w jaskini, ale nieraz w bardzo luksusowych domach i mieszkaniach. Model środowiskowy puszczy, czy sawanny różni się niesamowicie od modelu środowiska wirtualnego pełnego szybkich komputerów, ogólnoświatowej sieci informatycznej, kart kredytowych i samolotów. Czyżby nagle miało się okazać, że otrzymaliśmy na wyjściu jaskiniowca walącego ze zdziwieniem w klawiaturę? Wytworzone przez nas środowisko przerosło nas samych? cdn. Źródła: M. Onchimowska (red.), Era komputerów, tłum. A. Tulicka-Sypołowska, Time Line Amsterdam 1994. R. E. Franken, Psychologia motywacji, tłum. M. Przylipiak, GWP Gdańsk 2006. http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=107 Postawiony na końcu poprzedniej części wniosek mógł wielu Czytelnikom wydać się nazbyt szokujący czy też pochopny.Postawiony na końcu poprzedniej części wniosek mógł wielu Czytelnikom wydać się nazbyt szokujący czy też pochopny. Obraz siebie samego jako jaskiniowca bezmyślnie naciskającego klawisze budzi zrozumiały opór. Spójrzmy więc teraz na tę sprawę z drugiej strony. Teoria ewolucyjnego przystosowania mózgu do środowiska nie uwzględnia faktu, iż ten sam mózg na pewnym etapie sam zaczął to środowisko przetwarzać i budować całkiem nowe modele. Już pomiędzy światem jaskiniowca a środowiskiem starożytnych uczonych zieje wielka przepaść, którą jako gatunek jednak przekroczyliśmy. Zupełnie innym modelem środowiskowym będzie feudalne średniowiecze. Nie jest to praca historyczna, więc nie będę tutaj analizował poszczególnych modeli i ograniczam się jedynie do przykładów. Chciałbym zwrócić uwagę na specyfikę tych środowisk. Zawsze istniał w nich podział na klasy uprzywilejowane i tych, którzy w nikłym stopniu korzystali z tego, co oferował dany model środowiskowy. To pozornie dalekie od omawianego tematu spostrzeżenie będzie bardzo ważne, gdy zaczniemy bliżej zgłębiać model środowiska wirtualnego. Nie ulegajmy pochopnej sugestii, iż takie podziały należą już do przeszłości. Stopniowo skoki cywilizacyjne stawały się coraz szybsze i różnice pomiędzy modelami środowiskowymi też były coraz większe. Dziś byłoby już niepoważne wyrokowanie o tym, jak będzie wyglądał świat za sto a nawet za dwadzieścia lat. Zatrzymajmy się więc w punkcie docelowym, czyli przy obecnym modelu środowiskowym. Od razu trzeba zrozumieć dwie rzeczy. Podział na świat wirtualny i realny, przynajmniej z psychologicznego punktu widzenia, staje się coraz mniej adekwatny. Po drugie - przestrzeń wirtualna jako nowe środowisko wymaga akomodacji. Rozważmy pokrótce te dwa postulaty. Ludzie poznani za pomocą wirtualnej sieci są wszak realni, realna będzie znajomość z nimi, czy nawet współpraca, choć może nigdy nie spotkamy ich twarzą w twarz. Dużo obecnie mówi się o związkach, które swój początek miały w internecie. Cokolwiek myśleć o takiej formie poszukiwania bliskiej osoby, nieraz owocuje ona realnym zawarciem związku i całkiem realną rodziną. Warto tu zwrócić uwagę na fakt, że takie relacje ? miłosne czy ze współpracownikiem ? nawet jeśli budzą różne zastrzeżenia, to przecież mają niebagatelny wpływ na naszą osobowość. Jakoś ją kształtują. Innym przykładem może być wirtualne konto bankowe. Zakładamy je przez internet i tak samo obsługujemy. Na to konto otrzymujemy wynagrodzenie za pracę i często robimy dalej przelewy płacąc czynsz i inne obowiązujące nas opłaty. Możemy też tymi wirtualnymi pieniędzmi dokonywać zakupów. W sieci lub za pomocą karty. Wszystkie te działania mają bezpośredni wpływ na nasze realne życie, choć większości pieniędzy nigdy nie widzimy na oczy (de facto same pieniądze też przecież są umownym środkiem płatniczym). Jedynie cyferki w przeglądarce, które odzwierciedlają stan naszego konta. Każdy sam może się zastanowić, jakie realne skutki miałoby włamanie na jego wirtualne konto bankowe. Drugi postulat wskazuje na potrzebę akomodacji. Czyż wielu ludzi, którzy nie nadążają za powszechną informatyzacją, nie zostaje do pewnego stopnia wykluczona z życia? Bez obycia w świecie komputerów coraz trudniej o dobrą pracę. Trudniej też o zarządzanie swoimi pieniędzmi w czasach, gdy większości operacji finansowych dokonuje się drogą elektroniczną. Ludzie ci są bardziej narażeni na utratę swoich pieniędzy. Mają także mniejszy dostęp do systemów edukacyjnych coraz bardziej zależnych od komputerów. Nawet poruszanie się we współczesnej bibliotece coraz częściej wymaga umiejętności posługiwania się elektronicznymi katalogami (np. system OPAC). Tak więc, by zdobyć tradycyjną papierową książkę, również trzeba zasiąść do komputera czy terminala. Nim zakończę te wprowadzające rozważania o modelu środowiskowym i przejdę do omawiania szczegółów, chciałbym podkreślić jeszcze jedno. To, o czym napomknąłem na początku tej części. Żaden model środowiskowy nie gwarantuje równego udziału w dobrach jakie przynosi. U myśliwych i wojowników decydująca była siła i zręczność. To one decydowały o przeżyciu, a nierzadko też o podziale zdobyczy. Później na plan pierwszy wysunęło się urodzenie. Przynależność do danej klasy społecznej nieraz determinowała całą drogę życia i tylko nieliczni byli w stanie zmienić swój los. Model wirtualny jest może pod tym względem nieco sprawiedliwszy, choć i tu trudno mówić o równości. Osobom bogatym łatwiej o dostęp do wykształcenia czy nowej technologii. Dzieci z biednych rodzin mają start utrudniony. Próbuje się temu zapobiegać odgórnie, choć zwykle są to wizje utopijne nie mające wiele wspólnego z realną pomocą i potrzebami. Ograniczenie może stanowić również niepełnosprawność. Zwłaszcza ta dotykająca zmysłów: wzroku czy słuchu. Powstaje coraz więcej programów komputerowych mających znieść te ograniczenia. Jednak to ciągle jeszcze kropla w morzu. Basaam Aouli w swoim artykule (link znajduje się poniżej) szczegółowo omawia możliwości jakie otwiera wirtualna sieć w pracy z osobami niepełnosprawnymi oraz w edukacji dzieci upośledzonych umysłowo. Daje to nadzieję, iż w przyszłości sieć wirtualna nie będzie środowiskiem wykluczenia, lecz raczej integracji. Wreszcie mamy nierówność związaną zarówno z inteligencją, jak i zdolnością do szybkiej akomodacji środowiskowej. Niektórzy psychologowie uważają, że te dwie cechy są w istocie tym samym, czyli inteligencja jest po prostu zdolnością do przystosowywania się. Jednak sprawa nie jest tak oczywista. Żyje jeszcze wielu wybitnych uczonych o ponadprzeciętnej inteligencji, którym nie udało się dostosować do modelu wirtualnego. Ciągle zamiast komputera używają maszyny do pisania lub kartki i długopisu, a na kartę debetową czy kredytową patrzą z niejaką podejrzliwością. cdn. Źródła: M. Onchimowska (red.), Era komputerów, tłum. A. Tulicka-Sypołowska, Time Line Amsterdam 1994. R. E. Franken, Psychologia motywacji, tłum. M. Przylipiak, GWP Gdańsk 2006. http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=107 Nie sądzę, by miało sens tworzenie listy rzeczy, które możemy robić za pomocą komputerów i internetu.Nie sądzę, by miało sens tworzenie listy rzeczy, które możemy robić za pomocą komputerów i internetu. Lista taka byłaby bardzo długa i zapewne niepełna. Nie wolno zapominać, że ilość dostępnych możliwości stale wzrasta. Sam mimo, iż dość aktywnie korzystam z zasobów sieci i oferowanych przez nią rozwiązań, zapewne nie byłbym w stanie sporządzić takiej listy i zabrakłoby na niej niejednej pozycji. Proponuję więc inne rozwiązanie, które będzie najlepiej odpowiadać charakterowi i tematyce tych rozważań. Skoro interesuje nas świat wirtualny jako przestrzeń rozwoju osobistego, to możemy pozwolić sobie na akademicki podział na składowe sfery osoby. Wyróżnimy tu ciało, psychikę, intelekt i wreszcie (by niczego nie pominąć) ducha. Mam nadzieję, że każdy wie, co kryje się pod tymi pojęciami i nie trzeba ich szczegółowo wyjaśniać. Pewne dopowiedzenia pojawią się w czasie omawiania tych sfer. Musimy pamiętać przy tym o zasadzie, do której zawsze odwołują się naukowcy przy korzystaniu z tego rodzaju podziałów. Jest to podział sztuczny, gdyż człowiek funkcjonuje jako całość i nie można laboratoryjnie wyodrębnić żadnej sfery. Jedna nie może istnieć bez innych. Zwykle zachodzą na siebie i wzajemnie oddziałują. Choroba ciała przełoży się na samopoczucie psychiczne i wydolność intelektualną. Zły nastrój może pogorszyć stan zdrowia itd. Mając wspomniany podział za punkt wyjścia możemy przyjrzeć się po kolei temu, w jaki sposób świat wirtualny wpływa na poszczególne składowe naszej osobowości. Na pierwszym miejscu będzie ciało. Pozornie związek z komputerem jest dość ulotny. Prawda jest inna. Sam fakt wielogodzinnego przesiadywania przed monitorem komputera rodzi szereg zagrożeń zdrowotnych dla naszego ciała. Na pierwszym miejscu będzie przeciążenie kręgosłupa w odcinku lędźwiowym i szyjnym. Na drugim osłabienie mięśni. Dalej pójdzie tak charakterystyczna cieśń nadgarstka. Te dolegliwości i kłopoty można zmniejszyć poprzez zastosowania stabilnego krzesła na czterech nogach zamiast obrotowego, czy właściwe ułożenie rąk podczas pisania na klawiaturze. Istnieje jednak druga strona medalu. Osoby niepełnosprawne, którym trudno się poruszać, mają dzięki sieci wirtualnej coraz więcej możliwości kontaktu ze światem i ludźmi. Otwiera się nowa płaszczyzna dla świadczenia pracy. Osoby takie mogą robić zakupy przez sieć, a jeśli wierzyć prognozom, za czas jakiś będą mogły załatwić sprawy urzędowe online. Warto jednak wspomnieć o jeszcze jednym zagrożeniu zdrowotnym. Wynika ono bezpośrednio z przeładowania bodźcami wzrokowymi o dużej zmienności, co ma miejsce w wielu grach komputerowych oraz filmach, zwłaszcza tych najnowszych kręconych w technologii 3D i bazujących na grafice komputerowej. Taki nawał bodźców dość często prowadzi do zaburzenia funkcji centralnego układu nerwowego. Towarzyszy temu nadpobudliwość i nierzadko podwyższony poziom agresji. Dość dziwne się wydaje, że środowiska protestujące przeciw grom i filmom pełnym przemocy nie widzą tego aspektu sprawy. Sporo danych wskazuje na to, że niebezpieczne zachowania młodzieży wynikają nie tyle z oglądanych obrazów przemocy, co właśnie z powstałych na skutek zbyt szybko zmieniających się bodźców zaburzeń układu nerwowego. Mogłoby się wiec wydawać, że o ile w przypadku niepełnosprawnych na sferę ciała świat wirtualny będzie miał wpływ pozytywny, dla osób w miarę zdrowych będzie stanowił jedynie zagrożenie. Taki wniosek również jest nazbyt pochopny. Trzeba pamiętać o wielkiej roli internetu w rozpowszechnianiu wiedzy na temat uprawiania sportu. Sieć jest pełna artykułów o treningach pod wszelkie możliwe dyscypliny sportowe, istnieją fora, na których można wymieniać się doświadczeniami, szukać porad czy też radzić innym jak ćwiczyć i dbać o swoje zdrowie. Przez sieć można kupić potrzebne przyrządy treningowe i zawsze ma się większy wybór niż podczas zakupów w najbliższym sklepie sportowym. Należy przy tym mieć świadomość, że ten zalew informacji odbija się czasami niekorzystnie na ich jakości. Jednak to samo można stwierdzić o wszystkim, co znajduje się w internecie. Tutaj chodzi o sam fakt dostępności informacji. Oceny merytorycznej czytanych treści musi dokonać sam zainteresowany. Do tego problemu jeszcze powrócę. Obok informacji związanych ze sportem można znaleźć szereg stron zajmujących się tematyką medyczną. Podaje się na nich najnowsze informacje ze świata nauki. Funkcjonują także sieciowe miejsca spotkań osób dotkniętych tymi samymi schorzeniami, które wzajemnie się wspierają, czy też wymieniają doświadczeniami z leczenia i poszczególnych terapii. Powoli nieśmiało powstają nawet bazy danych o lekarzach, dzięki którym można łatwiej znaleźć specjalistę z prawdziwego zdarzenia. Wreszcie trzeba wspomnieć o serwisach zajmujących się odchudzaniem i dietetyką. Jest to sfera najbardziej podatna na marketingowe manipulacje i przekłamania, ale krytyczny Czytelnik i tu może znaleźć coś, co wpłynie pozytywnie na jego zdrowie. Zapewne nie są to wszystkie możliwości i płaszczyzny, poprzez które świat wirtualny oddziałuje na naszą cielesność, ale myślę, że taki wachlarz przykładów na razie wystarczy. Zapewne już za kilka lat będzie można dodać do tej listy połączone z komputerem zestawy sensorów oddziałujących na zmysły lub wprost na pewne ośrodki w mózgu. Również badanie lekarskie przeprowadzone na podobnej zasadzie jest tylko kwestią czasu. To już nie science-fiction, ani nawet dzień jutrzejszy. To nasza teraźniejszość, tyle tylko, że póki co mniej powszechna. Mimo, iż sfera ciała jest pod o wiele większym wpływem świata wirtualnego niż mogło nam się początkowo wydawać, to jak się przekonamy w kolejnych częściach, wpływ tego świata na inne sfery naszej osobowości jest jeszcze większy. cdn. Źródła: M. Onchimowska (red.), Era komputerów, tłum. A. Tulicka-Sypołowska, Time Line Amsterdam 1994. R. E. Franken, Psychologia motywacji, tłum. M. Przylipiak, GWP Gdańsk 2006. http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=107 Wpływ świata wirtualnego na kształtowanie naszej psychiki nie jest łatwy do opisania.Wpływ świata wirtualnego na kształtowanie naszej psychiki nie jest łatwy do opisania. Każda krótka prezentacja będzie siłą rzeczy niepełna. Nie wszystko da się wprost sprawdzić i naukowo udowodnić. Musimy przy tym pamiętać, że niektóre zagrożenia związane z internetem są sztucznie rozdmuchiwane. Ma to podłoże polityczne, gdyż obecnie internet jest tym medium, które najbardziej wymyka się kontroli władz i dużych korporacji. Więc przesadne akcentowanie pewnych niebezpieczeństw ma w dłuższej mierze stworzyć podstawy do legalizacji praktyk cenzury internetu. Można uważać ten wniosek za zbyt radykalny. Nie chcę w tym miejscu wchodzić w dalsze dywagacje, myślę jednak, że należało przynajmniej zasygnalizować i ten problem. W jaki sposób internet zagraża naszej psychice, a w jaki sposób może ją rozwijać? Pierwsze co narzuca się z racji częstego podnoszenia tego problemu przez zapraszanych do telewizji ekspertów, jest osłabianie relacji międzyludzkich. Przesiadujemy więcej przed komputerem i zaniedbujemy rodzinę czy przyjaciół. Faktycznie takie ryzyko istnieje. Sieć wirtualna może do tego stopnia uzależnić, iż stanie się dla nas substytutem zwykłych relacji nacechowanych bliskością. Niekiedy słyszy się wręcz, że młodzież zagubiła zdolność do nawiązywania bliskich relacji i coraz bardziej się ich boi. Czuje się bezpieczniej rozmawiając i kontaktując się w świecie wirtualnym. Jest to do pewnego stopnia prawda, lecz chciałbym wskazać, że prawda, która należy właśnie do tych wyolbrzymianych. Gdybyśmy przyjrzeli się relacjom międzyludzkim sprzed epoki internetu i zrobili to bez uprzedzeń, to zauważymy, że większość ludzi zawsze miała problemy z bliskością w relacjach. Bliskość i intymność jest wynikiem odsłaniania się przed drugą osobą. Pokazania swoich prawdziwych i głębokich emocji. Tymczasem przez wieki ludzie byli wychowywani do daleko idącej powściągliwości - nawet w związkach małżeńskich. Na mentalności wielu pokoleń zaważyła epoka wiktoriańska, w której nieprzyzwoite było nie tylko mówienie o seksie, ale także o swoich uczuciach. Lansowany model męskości szczególnie zaciążył na bliskości w relacjach. Uczucia to ?coś dla kobiet?. ?Mężczyźni się tym nie zajmują? (w domyśle ? ci prawdziwi). To tylko kilka sloganów obowiązujących do niedawna, a czasami jeszcze dziś. W tej dziedzinie niełatwo będzie o jednoznaczną ocenę świata wirtualnego w aspekcie jego wpływu na nasze relacje. Z jednej strony mamy wyraźne spłycenie, gdy normalną rozmowę twarzą w twarz zastępuje komunikator lub forum internetowe. Z drugiej strony pojawia się nowa możliwość odsłony. Pisania i mówienia o swoich uczuciach z otwartością, do której niektórzy ludzie nie byliby zdolni w innych warunkach. Media przekazują nam obraz jednostronny. Internet zagrożeniem dla relacji i zdolności do nawiązywania intymnych relacji. Na takich ekspertyzach niejeden psycholog wyrobił sobie miano eksperta. Jak widać prawda jest o wiele bardziej złożona. Nie czuję się na siłach, by postawić w tym miejscu jednoznaczną diagnozę. Myślę, że jak zawsze potrzebna jest równowaga. Tu warto jeszcze wspomnieć o pomocy psychologicznej, jaką można otrzymać obecnie za pomocą internetu. Można z niej skorzystać na forach lub za pomocą komunikatorów tekstowych i głosowych. Na pewno zjawisko to powinno budzić szereg obaw. Możliwości nadużyć są niemal nieograniczone. Trudno bowiem sprawdzić kompetencje takiego doradcy. Niemniej sporo osób, które nigdy nie wybrałoby się na wizytę do terapeuty, by porozmawiać o swoich problemach, w tym wypadku chętnie skorzysta z takiej możliwości. Znowu dochodzimy do sytuacji patowej! Internet nie jest zjawiskiem jednorodnym i nigdy nim nie będzie. Jego wpływ na naszą psychikę będzie zarówno negatywny jak i pozytywny. Niektórym ludziom pomógł w przełamaniu nieśmiałości i znalezieniu życiowych partnerów, innych w tę nieśmiałość wtrącił. Nie wolno także zapominać, że internet faktycznie może uzależnić. Tak samo jak alkohol, narkotyki czy hazard. Z racji swojej interaktywności uzależnia szybciej niż telewizja. Co ciekawe, sporo pisze się o wszelkich uzależnieniach łącznie z tym od internetu, a uzależnienie od telewizji jest jakby przemilczane. Sam znam wiele przypadków rodzin, w których bynajmniej nie włącza się telewizora tylko na czas oglądania wybranego programu czy filmu. Telewizor leci od rana do wieczora, nawet gdy nikt na niego nie patrzy. Wspominam o tym dlatego, by pokazać jak bardzo szybko uzależniamy się od niemal wszystkiego. Właściwie telewizja też do pewnego stopnia stanowi część modelu wirtualnego świata. Żyjemy w przeświadczeniu, że podobnie jak internet jest nam koniecznie potrzebna do życia. Patrząc na sprawę obiektywnie musimy przyznać, że ułatwia nam wiele spraw, o czym świadczy choćby ten cykl artykułów. Czy jednak na pewno jest nam potrzebny zawsze i wszędzie? Możemy łatwo zdiagnozować, czy jesteśmy uzależnieni od internetu. Wystarczy przypomnieć sobie swój ostatni wyjazd urlopowy. Czy zabieramy ze sobą laptopa zaopatrzonego w kartę WI-Fi? Czy nawet na urlopie musimy mieć dostęp do internetu? Choćby do poczty elektronicznej za pomocą telefonu komórkowego? Jeśli tak, to niestety ale jesteśmy uzależnieni. Internet już dawno przestał być dla nas tylko i wyłącznie narzędziem. To my żyjemy dla internetu. To zaś jest bardzo niezdrowe. Wszystkie napięcia i rozbieżne opinie związane z internetem nie wynikają z tego, że jest on zły z natury, lecz właśnie z naszej psychicznej bezwładności i łatwości, z jaką często popadamy we wszelkie uzależnienia. cdn. Źródła: M. Onchimowska (red.), Era komputerów, tłum. A. Tulicka-Sypołowska, Time Line Amsterdam 1994. R. E. Franken, Psychologia motywacji, tłum. M. Przylipiak, GWP Gdańsk 2006. http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=107 Większość źródeł opowiada się zdecydowanie za tym, iż dla naszej inteligencji internet stanowi dobrodziejstwo.Większość źródeł opowiada się zdecydowanie za tym, iż dla naszej inteligencji internet stanowi dobrodziejstwo. Nim przyjrzyjmy się tej sprawie nieco bliżej, musimy pamiętać, że trudno rozpatrywać sferę intelektualną w oderwaniu od pozostałych, zwłaszcza od psychiki. Opisane uprzednio korzyści i zagrożenia dla sfery psychicznej zawsze w jakimś stopniu będą także podobnie oddziaływać na intelekt. Proponuję zacząć od zapomnianej obecnie zależności pomiędzy tradycyjnymi książkami a komputerami i światem wirtualnym. Nie jest to wcale zależność jednorodna. Przebiega na wielu różnych płaszczyznach. Małe dziecko w dzisiejszych czasach ma do czynienia szybciej z komputerem niż z nauką czytania. Dążenie do ?multimedializacji? przekazu, do komunikacji językiem obrazów i dźwięków, sprawia, że zdolność składania liter nie jest konieczna do obsługi komputerów, a w każdym razie jest coraz mniej konieczna. Coraz popularniejsze stają się panele dotykowe, co sprawia, iż nie trzeba już nawet pisać za pomocą klawiatury. Nie potrzeba wpisywać komend, nie trzeba budować słów, fraz i zdań. Dostajemy do dyspozycji coraz więcej ułatwień. Czy zawsze działają na nas korzystnie? Od około dwudziestu lat głośno mówi się o zamianie myślenia liniowego na myślenie mapowe ? rozbieżne (mind map itp.). Podobne teorie pojawiły się początkowo w związku z większym zapotrzebowaniem na szybkie uczenie się języków. Teraz zaczyna się przenosić je na świat wirtualny. Czy rzeczywiście taki sposób myślenia jest bardziej przystosowany do tego, jak pracuje nasz mózg? Czy naprawdę jest to rewolucyjny przełom poprawiający nasze zdolności intelektualne? Wreszcie ? czyżby miało to oznaczać, że powinniśmy wyrwać się spod wpływu książek, które tak naprawdę tylko nas ograniczają? Teoria map mózgu została opracowana przez Buzana. Jego metodom szybkiego uczenia się nie można odmówić skuteczności. Jednak nic nie wskazuje na to, że wszystkie teorie Buzana są na tyle wszechstronne, by nadawały się do wprowadzenia we wszystkich dziedzinach życia. Nie każdemu też pomagają. Mapy myśli bazują na budowaniu sieci luźnych skojarzeń, więc odwołują się do podświadomości. Jest to cenne narzędzie, ale tylko na tyle na ile dana osoba będzie w stanie pracować także ?przestarzałą? metodą analizy czy syntezy liniowej, w której poszczególne elementy są powiązane logicznie i następują po sobie. Na razie nie wynaleziono skuteczniejszych metod rozwijania tych zdolności jak czytanie czy też rozwiązywane zadań matematycznych. Naukowiec może dokonać przełomowego odkrycia dzięki nagłemu olśnieniu, ale zawsze jest ono wynikiem długich godzin spędzonych na mozolnej pracy, a nie tylko zabawy w luźne skojarzenia. Całkowite zastępowanie mind mapami myślenia liniowego jest ? ujmując rzecz trochę złośliwie ? powrotem do przedszkola. Nauka już dawno wycofała się ze skrajnego poglądu o podziale pracy na poszczególne półkule mózgowe. Dziś wiemy, że procesy poznawcze są o wiele bardzie skomplikowane i twierdzenie jakoby półkula mózgowa była mało zaktywizowana, czy też, że używamy tylko kilku procent naszego potencjału intelektualnego jest zbiorem przesądów a nie twierdzeń naukowych. Wróćmy do kluczowego zagadnienia. Czytanie rozwija intelektualnie dzięki wyrobionemu nawykowi myślenia liniowego. Nie ma drogi na skróty. Im więcej człowiek czyta i im szybciej to robi, tym więcej wiedzy jest w stanie przyswoić. Narastające obecnie problemy komunikacyjne w społeczeństwie oraz brak kompetencji wielu wysoko postawionych osobistości pokazują, że bez czytania rozwój intelektualny człowieka zawsze będzie ograniczony. Musimy jednak rozróżnić książkę jako nośnik wiedzy od jej zawartości. I tu stajemy wobec pozytywnego wkładu komputerów. Oto mamy książki w wersji elektronicznej, które możemy taniej kupić lub wypożyczyć w bibliotekach internetowych. Mamy szeroki dostęp do artykułów, których pewnie nie moglibyśmy bez internetu zdobyć i przeczytać. Mamy wreszcie audiobooki, będące dobrodziejstwem dla osób niewidomych, ale też zwiększające możliwości ludzi widzących. Wreszcie samo wypożyczanie książek w bibliotekach stało się mniej czasochłonne dzięki katalogom internetowym. Możemy sprawdzić w domu, czy interesująca nas pozycja znajduje się w zbiorach biblioteki i czy jest aktualnie dostępna. Możemy ją od razu zamówić i dzięki temu nie tracimy czasu na przejazd do biblioteki, gdyby miało się okazać, że danej książki w niej nie ma. Na pewno dzięki internetowi mamy dostęp do wiedzy bez wychodzenia z domu. Jednak często zapomina się, iż sam dostęp do internetu nie sprawi, iż społeczeństwo będzie bardziej wyedukowane. Osoby szukające wiedzy i metod rozwoju osobistego docenią to nowe narzędzie rozwoju. Większość będzie szukała tylko rozrywki czy kontaktów towarzyskich. Jak nigdy przedtem mamy do czynienia ze zjawiskiem wielkiej rozpiętości, gdy chodzi o jakość dostępnych tekstów. Każdy, kto zajmuje się na poważnie jakąś dziedziną wiedzy, zauważy szybko, że niestety dominują teksty o niskiej jakości. Dzieje się tak nie tylko dlatego, że takie teksty stanowią zwykle podkładkę pod jakiś reklamowany towar. Dziś każdy może pozbierać niesprawdzone informacje z różnych stron internetowych i w wirtualnym świecie pozować na eksperta. Nie zmienia to jednak faktu, że osoby myślące krytycznie i bardziej dociekliwe znajdą w internecie dużo przydatnych informacji. By jednak było to możliwe, trzeba najpierw nauczyć tych ludzi niejako poza światem wirtualnym owego krytycznego myślenia. Ograniczanie narzędzi edukacyjnych jedynie do komputerów i sieci jest raczej kwestią mody niż przemyślanej strategii. Poszczególni politycy, ugrupowania, czy nawet nauczyciele i pedagodzy pozują dzięki temu na otwartych i nowoczesnych. cdn. Źródła: M. Onchimowska (red.), Era komputerów, tłum. A. Tulicka-Sypołowska, Time Line Amsterdam 1994. R. E. Franken, Psychologia motywacji, tłum. M. Przylipiak, GWP Gdańsk 2006. http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=107 Na pewno pośród dobrodziejstw jakimi sferę intelektualną obdarza świat wirtualny poczesne miejsce zajmuje nauka języków.Na pewno pośród dobrodziejstw jakimi sferę intelektualną obdarza świat wirtualny poczesne miejsce zajmuje nauka języków. Mamy nie tylko dostęp do różnych płatnych czy darmowych programów do nauki, ale także do stron w innych językach. Możemy również poznawać ludzi z innych krajów, korespondować z nimi czy prowadzić bezpośrednie konwersacje. Zarówno za pomocą komunikatorów tekstowych, jak i głosowych. To daje nieporównywalnie większe możliwości uczenia się obcych języków niż wszystkie inne dostępne opcje. Już nawet nie trzeba wyjeżdżać za granicę, by wprost i na żywo zetknąć się z danym językiem w jego potocznej formie. Podobnie można pisać o wszystkich dziedzinach nauki. Każdy, kto chce rozwijać swoją wiedzę, może to robić za pomocą internetu. Przy czym należy jednak pamiętać, że sieć jest tylko jednym z narzędzi uzupełniających i publikacje elektroniczne ciągle jeszcze nie są w stanie zastąpić zwykłych wydań książkowych. Wspominałem już na początku o możliwościach pracy przez internet. Daje to możliwości nie tylko osobom niepełnosprawnym, ale także pozwala zmniejszyć koszty wielu usług i dotrzeć do o wiele większej liczby klientów. Ten fakt także pośrednio możemy uznać za wywołujący dobry wpływ na rozwój osobowości. Jakiekolwiek rozważania nad tym rozwojem z pominięciem sfery zawodowej zawsze pozostaną niepełne. Osoba pracująca przez internet nie tylko rozwija się zawodowo podobnie jak w innych rodzajach pracy. Musi także nauczyć się w większym stopniu samokontroli i motywowania się do wydajnego i skutecznego działania. Dotyczy to zwłaszcza osób pracujących w ten sposób w domu. W tym układzie nie ma dodatkowego motywatora w postaci bezpośredniej obecności przełożonego. Z punktu widzenia rozwoju osobowego jest to bardzo cenne doświadczenie. Na końcu chciałbym omówić jeszcze jedno zjawisko związane ze sferą intelektualną i emocjonalną, któremu jak dotąd nie poświęca się zbyt wiele uwagi. Tymczasem postępująca informatyzacja sprawia, iż problem się nasila. Co więcej, nowe technologie jak obrazy 3D powinny w tym kontekście budzić poważny niepokój u wszystkich, którym zależy na własnej wewnętrznej równowadze lub troszczą się o taką równowagę u innych np. dzieci i młodzieży. Chodzi tu o przeładowanie systemu nerwowego. Wprawdzie psychologowie już nieraz zwracali uwagę na to zjawisko, jednak dopiero teraz w zetknięciu ze światem wirtualnym nabrało ono znamion społecznej epidemii. Ekrany telewizorów i monitorów wręcz bombardują nas szybko zmieniającymi się sygnałami atakującymi wzrok. Podobnie jest z dźwiękami. Sygnały te są coraz bardziej sugestywne i coraz szybciej podlegają zmianom. Wystarczy, gdy porównamy stary film nakręcony kilkadziesiąt czy nawet kilkanaście lat temu ze współczesnymi obrazami kinowymi. Błyskawiczne zmiany, nakładające się na siebie sceny, sztuczne przyspieszenia, kilka obrazów równolegle, komputerowe sugestie głębi itd. Widz musi na to wszystko reagować. Jeszcze bardziej widać to w grach komputerowych, a obecnie nawet w reklamach. Trudno także wchodzić na strony internetowe, by nie zostać przytłoczonym wieloma ozdobnikami wykonanymi w technologii flash. Bynajmniej nie wystarczy wyłączyć komputera, telewizora i wyjść z domu. Miasta pełne są kolorowych świateł, a zakupy w dużych sklepach wiążą się z mimowolnym spoglądaniem na duże ekrany i słuchaniem muzyki czy innych dźwięków nadawanych non stop przez głośniki. To sprawia, że większość społeczeństwa jest o wiele bardziej pobudliwa niż kiedyś. Staliśmy się bardziej nerwowi. Trudniej też skupić nam na dłużej nad czymś uwagę. Stopniowo przyzwyczajamy się do bombardowania bodźcami i gdy ich zabraknie czujemy się nieswojo. Wielu ludzi nie potrafi wytrzymać kilku godzin w ciszy. W niejednym domu telewizor jest włączony cały dzień. Nie ma to nic wspólnego z atrakcyjnością programu telewizyjnego, lecz tylko wywołuje dodatkowy hałas. Coraz więcej osób musi nieustannie słuchać muzyki ? w samochodowych radioodbiornikach czy też przenośnych odtwarzaczach mp3 i telefonach. Wszystkie pojawiające się bodźce dźwiękowe i wzrokowe, bo póki co takich dostarcza nam świat wirtualny, muszą być analizowane przez nasz mózg. Każdy z nich musi być wydzielony i ?rozłożony na czynniki pierwsze?. Coraz większe tempo i nasilenie tych bodźców sprawia, że dochodzi do przeciążenia sensorycznego. Zaczynamy z jednej strony być uzależnieni od takiego bombardowania sensorycznego, a z drugiej coraz gorzej sobie z nim radzimy. Można tu całkiem zasadnie odwołać się do relacji pomiędzy alkoholikiem a alkoholem, czy narkomanem a narkotykiem. Przyjemność dawno zniknęła, przymus pozostał. Ta nadpobudliwość i niezdolność do koncentracji ma szereg niekorzystnych reperkusji. Zarówno w życiu zawodowym jak i prywatnym np. rodzinnym. Rozmowa z bliskimi staje się mało atrakcyjna, gdyż nie towarzyszy jej ?pokaz światło-dźwięk?. Jest to, moim zdaniem, obecnie największe zagrożenie związane z wpływem świata wirtualne na nasze życie. Z punktu widzenia korzyści dla naszego rozwoju osobistego świat wirtualny przedstawia się bardzo pozytywnie. Co nie znaczy, że nie znajdziemy w nim bardzo niebezpiecznych pułapek. Łatwo zdiagnozować pracoholizm, gdy ktoś nie potrafi się oderwać od swoich zawodowych zajęć. Jak jednak zrobić to wówczas, gdy rozmywa się granica między pracą, nauką a rozrywką? Tak często bywa w przypadku komputerów. Możemy dzięki nim wydajniej pracować, uczyć się, a nawet poznawać ludzi. Trzeba jednak w odpowiednim momencie wykorzystywać funkcję ?wyłącz komputer? (poweroff) i później spojrzeć gdzieś poza monitor i ekran. Nauczyć się na nowo wypoczynku w ciszy lub przynajmniej bez nieustannego bombardowania naszych zmysłów. koniec Źródła: M. Onchimowska (red.), Era komputerów, tłum. A. Tulicka-Sypołowska, Time Line Amsterdam 1994. R. E. Franken, Psychologia motywacji, tłum. M. Przylipiak, GWP Gdańsk 2006. http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=107

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Przypuszczam, że każdy z nas bez trudu mógłby wskazać takich ludzi, z którymi trudno mu się porozumieć, a jeszcze trudniej współpracować.Przypuszczam, że każdy z nas bez trudu mógłby wskazać takich ludzi, z którymi trudno mu się porozumieć, a jeszcze trudniej współpracować. Niektóre z tych osób sprawiają problemy ogółowi otoczenia i większość współpracowników ma z nimi kłopoty. Są i tacy, z którymi z bliżej nieokreślonych powodów tylko my nie potrafimy się porozumieć. Zarówno współpracownik, jak i przełożony czy też opryskliwy urzędnik potrafią nam zepsuć humor, a niejednokrotnie poważnie utrudnić wykonywanie naszych zawodowych obowiązków. Po prostu ich nie lubimy i staramy się unikać kiedy tylko możemy. Czasem nawet próbujemy wymyślić jakiś sposób, by ich sobie zjednać. Jednak prawie nikt z nas nie zadaje sobie kluczowych w tej sprawie pytań. Czy rzeczywiście są to osoby o trudnym charakterze? Co stoi u podstaw ich zachowania? Natomiast najważniejsze pytanie brzmi ? jak tacy ludzie postrzegają nas?Czy mogłoby się zdarzyć i tak, że ci ludzie zapytani o to czy znają kogoś o trudnym charakterze z kim nie można się porozumieć, wskazaliby właśnie nas? Założeniem tego artykułu nie jest namawianie do szukania winy w sobie, lecz racjonalna analiza zachowania drugiej strony oraz swojego własnego. Większość sporów i trudnych sytuacji można podsumować stwierdzeniem, iż wina leży po obu stronach. Psychobiologowie konsekwentnie starają się jednak unikać pojęcia winy, gdyż sugeruje ona oskarżenie. Ja również nie będę nadużywał tego terminu, a tylko wskażę na pewne aspekty, które warto przemyśleć. Być może okażą się pomocne w kontaktach z innymi ludźmi. Nie chodzi tu także o zestaw przydatnych trików pomagających manipulować innymi. Chodzi o zmianę nastawienia. Skoro już jednak dotknąłem problemu manipulacji, to przyjrzyjmy się mu przez chwilę nieco bliżej. Jak to wielokrotnie podkreślał ojciec Józef Augustyn, jezuita i znany polski psycholog, którego miałem okazję wiele razy słuchać na żywo, każdy z nas manipuluje innymi i każdy z nas ma na to swoje własne sposoby. Oznacza to, że w jakimś stopniu podchodzimy do innych z takim nastawieniem. Im niższe jest nasze własne poczucie własnej wartości, tym bardziej uciekamy się do manipulacji. Pewnym wskaźnikiem, że tak jest w istocie niech będzie już choćby niesłabnąca popularność poradników zawierających zestawy ?sztuczek psychologicznych?.Manipulacja nie musi wcale być procesem świadomym. Jest w dużym stopniu uwarunkowana historią naszego życia. Zwykle też nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo może zaciążyć nad naszymi kontaktami zawodowymi i osobistymi. Zachowania manipulacyjne mogą przybierać różny charakter w zależności od temperamentu danej osoby oraz innych uwarunkowań wypływających z historii życia. Gdyby człowiek był całkowicie zrównoważony psychicznie i przekonany o swojej własnej wartości oraz wartości innych, nie musiałby się posuwać do manipulacji. Jednak takich ludzi nie ma. Każdy z nas jest mniej lub bardziej niedowartościowany i każdy czasami bywa niepewny. Reagujemy agresją lub nadmierną uległością. Wylano już morze atramentu i farby drukarskiej na temat dążenia do postawy asertywnej. Nie wszystkie porady związane z asertywnością zasługują na uwagę i wprowadzanie w życie. To jednak osobny temat.Skoro każdy człowiek od czasu do czasu ucieka się do manipulacji, to musimy zdać sobie sprawę, że robimy to my sami, jak i inni ludzie. Najprawdopodobniej ci, którzy nas drażnią swoim zachowaniem przyjmują w ten sposób postawę obronną. Nierzadko też drażnią nas dlatego, że my sami reagujemy bardzo podobnie do nich. To pierwszy ważny wniosek, który warto zapamiętać! Niekoniecznie musimy być z tego powodu wyrozumiali do granic możliwości, ale na pewno trochę wyrozumiałości dla siebie i innych się przyda. W tym miejscu dochodzimy do bardzo ważnej kwestii. Jej zrozumienie wymaga od Czytelników dużej dozy obiektywizmu i dystansu do samych siebie. Sam nieraz mam wrażenie, że niektórzy ludzie są bardzo trudni we współżyciu. Po prostu nie potrafię się z nimi porozumieć. Wydaje mi się, że żadne racjonalne argumenty do nich nie docierają. By nie pozwalać sobie tutaj na bardziej dosadne określenia, stwierdzę tylko, że uważam, iż mają ?trudny charakter?. Podobnie do mnie postępuje wiele osób. Określenia mogą być inne, ale w zasadzie oznaczają to samo. Tak myśli i mówi matka o swoim dziecku lub przełożony o pracowniku. Tak samo może pomyśleć pracownik o szefie. Nie omieszka powiedzieć o tym w domu lub pośród kolegów.Co tak naprawdę wszyscy robimy? Dokonujemy bardzo subiektywnej oceny drugiego człowieka. Nie tylko oceniamy, ale także w ten sposób manipulujemy. Sobą i nim! Po pierwsze ocena taka pozwala nam przerzucić odpowiedzialność za nieudaną relację na drugą stronę. Po drugie może czasem stać się formą nacisku. Dlaczego uważam, że pan X ma trudny charakter? Bo się ze mną nie zgadza! Kiedy dziecko zamiast na imieniny do ciotki wolałoby iść na dyskotekę to... ma trudny charakter. Rodzice nie omieszkają mu o tym powiedzieć, by wymóc posłuszeństwo. W psychologii takie pojęcie nie istnieje! Są wprawdzie ludzie z poważnymi zaburzeniami psychicznymi, którym trudno funkcjonować w społeczeństwie. Są też jednostki bardzo poranione i silnie zrażające otoczenie do siebie. Zazwyczaj jednak to nie dana osoba ma trudny charakter lub nawet posuńmy się do kolokwializmu ? jest głupia ? tylko trudny jest kontakt tej osoby z nami. Trudna może być rozmowa, a nie charakter. Problemem jest tu więc nie trudny charakter, lecz nasz brak umiejętności dotarcia do danego człowieka. Podświadomie wymagamy, by wszyscy się z nami zgadzali. Jeśli zbyt często się nie zgadzają, uznajemy ich za trudnych i sami siebie rozgrzeszamy. To następna ważna rzecz, którą trzeba bezwzględnie zapamiętać.Źródła:D. T. Kenrick, S. L. Neuberg, R. B. Cialdini, Psychologia społeczna, tłum. A. Nowak, O. Waśkiewicz, M. Trzebiatowska, M. Orski, GWP Gdańsk 2002.K. Balawajder, Konflikty interpersonalne. Analiza psychologiczna, Uniwersytet Śląski Katowice 1992.Wspomniałem już w poprzedniej części, iż zdarzają się osoby wyjątkowo poranione wewnętrznie, które skutecznie zrażają do siebie innych.Wspomniałem już w poprzedniej części, iż zdarzają się osoby wyjątkowo poranione wewnętrznie, które skutecznie zrażają do siebie innych. Mimo, że jest to fakt potwierdzony, proponuję całkowicie o tym zapomnieć. O wiele więcej korzyści odniesiemy z założenia, ze takich ludzi nie ma i że można jakoś dotrzeć do każdego. Być może dzięki temu jako jedyni będzie w stanie się porozumieć nawet z taką poranioną osobą, a inni będą się dziwili, jak nam się to udaje. Zwykle manifestacja niechęci stanowi zaporę obroną. Tym czego w takiej sytuacji robić nie wolno, to odpowiadać agresją na agresję. Nie można też próbować ?bawić się w psychologa? i wykazywać danej osobie, jakie mechanizmy obronne właśnie uruchamia. Na początek proponuję zamiast tego pozornie proste ćwiczenie. Wybierzmy sobie jedną taką osobę, z którą mamy kłopoty. Spróbujmy wyobrazić ją sobie w zupełnie innej sytuacji. Na przykład w gronie rodzinnym. Tam jest rozluźniona i radosna. Zaciętą minę zamienia na szczery uśmiech zadowolenia. Niemożliwe? Przecież ta wściekła urzędniczka na pewno krzyczy po swoich dzieciach i mężu. Tego jednak nie wiesz. Ja też tego nie wiem. Twoją rzeczą Drogi Czytelniku jest doprowadzić do przyjaznej komunikacji. Być może frustracja tej osoby wynika właśnie z trudności rodzinnych i osobistych. Tego zwykle nie wiemy, choć oczywiście w takich wypadkach plotki szybko się rozchodzą. Na pewno nie naprawisz jej sytuacji osobistej, ale jesteś w stanie się z nią porozumieć! Trzeba zrozumieć, że nim będziemy starali się zmieniać nastawienie innych do nas, musimy popracować nad zmianą naszego nastawienia do nich. To jest podstawowym celem tego ćwiczenia. Być może informacje o trudnej sytuacji danej osoby pomogłyby nam ją zrozumieć i spojrzeć na nią w innym świetle. Jednak nie zawsze będziemy mieli dostęp do takich informacji. Pozostaje też kwestią etyki, czy należy się o takie rzeczy dowiadywać. Plotkowania nie da się uniknąć, ale zachowajmy w tym właściwy umiar. Nie wszystkiego możemy się więc dowiedzieć i nie wszystko powinniśmy wiedzieć, ale na pewno możemy popracować nad własnym nastawieniem. Proponuję powtarzać to ćwiczenie wiele razy, tak długo aż oswoimy się z tym skojarzeniem i daną osobę zaczniemy inaczej postrzegać. Z czasem wyrobimy sobie nową zdolność i będzie nam coraz łatwiej tak postrzegać innych ludzi. Ważne jest by przekonać na wstępie samego siebie, że ten człowiek jest w gruncie rzeczy życzliwie usposobiony do innych ludzi, nie wyłączając nas samych. Jeśli zachowuje się inaczej, to tylko ze względu na pewne (nieważne jakie) okoliczności! Przed podjęciem kolejnych kroków musimy znowu nieco przeanalizować własne zachowanie i postawę. Zastanów się przez chwilę, o jakiej osobie myślisz najczęściej i kim najwięcej zaprzątasz sobie uwagę. Oczywiście... sobą. Myślimy o sobie i najczęściej mówimy o sobie. Bardziej od słuchania innych zależy nam na tym, by to oni słuchali nas. Niczego na świecie nie pożądamy tak bardzo jak ludzkiego zainteresowania. To o nie najwięcej zabiegamy. Być może bardziej niż o cokolwiek innego, jak choćby zdrowie czy pieniądze. Już dawno zaobserwowano, że niektóre osoby, które uważają, że nie poświęca się im zbyt dużo uwagi rozchorowują się, by wzbudzić zainteresowanie otoczenia. Nie jest to reakcja świadoma, ale daje do myślenia. Praktycznie każdy z nas potrzebuje życzliwej uwagi innych ludzi. Pod tym względem się od siebie nie różnimy. Można pracować samodzielnie na własną samooceną i jest to nawet wskazane, ale jeśli inni ludzie nie okazują nam zainteresowania, jeśli nie ma w naszym życiu nikogo z kim możemy porozmawiać o naszych kłopotach i opowiedzieć o sukcesach, to praca taka nigdy nie da zbyt dobrych efektów. Z obserwacji ludzi można wysnuć jeden wniosek. Prawie każdy uważa, że poświęca mu się za mało uwagi. Rzecz jasna, im niższy poziom samooceny, tym bardziej pragnie się zainteresować innych sobą, by się w ten sposób dowartościować. Ostatecznie nawet agresywna postawa jest formą prośby o zainteresowanie. ?Jestem tutaj i powinieneś mnie zauważyć i docenić?. Najpoważniejszym problemem współczesnej komunikacji nie jest przepustowość łącz internetowych, lecz fakt, że za dużo mówimy o sobie, a za mało słuchamy innych. O tym już pewnie słyszeliście. Rada na to wydaje się prosta. Trzeba mniej mówić, a więcej słuchać. Czy to na pewno najlepsze rozwiązanie? Spójrzmy na to z innej perspektywy. Wiemy już, że otaczający nas ludzie potrzebują naszego zainteresowania. Kolokwialnie rzecz ujmując, chcą się wygadać. Podejmujemy więc postanowienie, że będziemy mniej mówić, a więcej słuchać. Do pewnego stopnia odniesiemy krótkotrwały sukces. Ludzie lubią być wysłuchani. Jednak podejście to ma dwa słabe punkty. Przecież my sami również potrzebujemy zainteresowania innych i wypowiedzenia tego, czym się trapimy. Będziemy słuchać, jak ludzie opowiadają o sobie, a jednocześnie zaciskać zęby i ponawiać postanowienie, by za dużo o sobie nie mówić. Czy rzeczywiście będziemy tych ludzi słuchać ze szczerym i głębokim zainteresowaniem? Wątpię. Nigdy nie będzie dobrym psychologiem ani terapeutą ktoś, kto nie ma możliwości porozmawiania z kimś o własnych problemach. Iluż to ludzi zaczyna studiować psychologię nie po to, by pomóc innym, ale aby rozwiązać własne wewnętrzne problemy. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że ostatecznie ich nie rozwiązują, a potem męczą się słuchając o problemach swoich pacjentów. Podobnie będzie z komunikacją międzyludzką. Nie okaże w pełni zainteresowania ktoś, komu ono też nie zostało okazane. Drugi słaby punkt takiego podejścia to brak zaufania, ale o tym napiszę już w kolejnej części. cdn. Źródła: D. T. Kenrick, S. L. Neuberg, R. B. Cialdini, Psychologia społeczna, tłum. A. Nowak, O. Waśkiewicz, M. Trzebiatowska, M. Orski, GWP Gdańsk 2002. K. Balawajder, Konflikty interpersonalne. Analiza psychologiczna, Uniwersytet Śląski Katowice 1992. Zaufanie w relacjach międzyludzkich jest sprawą bardzo złożoną.Zaufanie w relacjach międzyludzkich jest sprawą bardzo złożoną. Ma też różne odcienie i natężenie. Z założenia zaufanie powinno być większe między członkami rodziny niż na przykład między współpracownikami. Na wzrost lub spadek zaufania składa się cała masa drobnych czynników. Niekiedy jedno źle dobrane słowo może sprawić, że ktoś przestanie nam ufać. Jednak tym, co jest ważne z punktu widzenia omawianego tutaj tematu, jest fakt, że dobre relacje z ludźmi zakładają pewien stopień wzajemnego zaufania. Na pewno też nie wyda się nikomu dziwne, że osoby, z którymi trudno nam się porozumieć, nie wzbudzają naszego zaufania i zapewne także mają problem, by choć w małej mierze zaufać nam. Zostało też stwierdzone, że ważnym krokiem do dobrej relacji jest okazywanie tym osobom zainteresowania. Kwestia wzajemnego zaufania może stanąć na przeszkodzie temu podejściu. Jeśli ktoś nam nie ufa, to zazwyczaj będzie starał się rozmowy z nami ograniczyć do minimum. To jednak jeszcze nie jest największy problem. Najczęściej, jeśli człowiek przekona się, że szczerze interesujemy się jego sprawami, przełamuje swoją niechęć i z czasem zaczyna więcej mówić o sobie. Jednak zaufania nie buduje się tylko i wyłącznie w oparciu o zainteresowanie i słuchanie. Jest one w jakiejś mierze towarem wymiennym. Fakt, każdy woli mówić o sobie niż słuchać innych, ale jeśli druga strona nie odpłaci mu częściowo powiedzeniem kilku słów o sobie, to zapewne komunikacja szybko zostanie zablokowana. Jeśli więc chcemy, by nasz rozmówca odczuł nasze szczere zainteresowanie, musimy spełnić kilka warunków. Po pierwsze musimy mieć możliwość wypowiedzenia wszystkiego co nas gnębi i cieszy przed bliską osobą. Po drugie musimy nauczyć się słuchać i chcieć słuchać innych. Wreszcie po trzecie powinniśmy umieć dzielić się informacjami o sobie z osobami, z którymi próbujemy się porozumieć przy zachowaniu właściwych proporcji przekazu. Więcej należy słuchać niż mówić. Polecam w tym zakresie wszystkie materiały na temat aktywnego słuchania. Niezwykle trudne jest też czasami powstrzymywanie się od krytycznych uwag w rozmowie z osobą, z którą trudno nam się porozumieć. Musimy sobie uświadomić, że takie uwagi to również nasz sposób obrony. Niekoniecznie właściwy. Od czasu do czasu możemy też być prowokowani takimi uwagi przez drugą stronę. To już tylko krok do bezsensownej sprzeczki, która na pewno nie ułatwi nam współpracy. Zawsze trzeba też brać pewną poprawkę na temperament danej osoby. Z reguły cholerycy potrafią wyrzucać z siebie sporo negatywnych uwag, choć wcale nie świadczy to o ich złych intencjach i po chwili sami się wstydzą swoich wybuchów. Wszystko, co zostało tu napisane, może w jakimś stopniu pomóc. Z reguły cierpliwość i życzliwe, a zarazem szczere zainteresowanie może poprawić relacje z najbardziej na pozór nieprzystępnymi osobami. Jednak nie mam zamiaru przekonywać Czytelników, że to zawsze działa. Osobiście nie lubię tanich poradników z pseudo-psychologią dobrą na wszystko. Może się zdarzyć, że nawet mimo naszej największej cierpliwości nic nie uzyskamy. Wprawdzie większość ludzi, choć w głębi serca ich o to podejrzewamy, nie przejawia wcale złej woli. Jednak nie znaczy to, że czasem nie można się z taką złą wolą spotkać. Nie chciałbym też, by ktokolwiek odniósł wrażenie, iż namawiam do tzw. ?podlizywania się? lub całkowitej uległości. Są ludzie, którzy uznali, że najlepszym sposobem na życie jest terroryzowanie otoczenia. Najczęściej nie robią tego świadomie. Są po prostu przekonane o swojej racji i nieomylności. Jeśli więc nie będziemy mogli nawiązać kontaktu za pomocą wyżej opisanych metod, to czasem może okazać się konieczne ostrzejsze potraktowanie takiego człowieka. Czyż nie stoi to w sprzeczności z życzliwym zainteresowaniem i bezinteresowną życzliwością? Niekoniecznie. Tak samo jak musimy się nauczyć słuchać innych i nie myśleć tylko o własnych problemach, tak samo powinniśmy nauczyć się wyrażać gniew w sposób kontrolowany. Właściwe wyrażanie gniewu jest wielką sztuką. Ludzie z reguły albo tłumią gniew, albo pozwalają sobie na jego wyładowywanie bez żadnych ograniczeń. Gniew jest ważnym narzędziem do radzenia sobie z trudnościami. Nie można przecież sprawować odpowiedzialnego stanowiska, jeśli nie potrafi się czasami reagować bardzo stanowczo. Przełożony powinien umieć grzecznie i kulturalnie, ale zarazem stanowczo, wyrazić swój gniew pracownikowi, który zaniedbał swoich obowiązków, a rodzic niegrzecznemu dziecku. Jeśli ktoś zamiast współpracować z nami i komunikować się w sposób właściwy, ciągle posuwa się do złośliwości, także powinniśmy umieć okazać mu nasze zagniewanie. Musimy nauczyć się mówić stanowczo, a jednocześnie kontrolować swoją agresję, by nie posunąć się za daleko. Wyjaśnić krótko i wyraźnie o co nam chodzi i dlaczego nie możemy akceptować takiej postawy drugiej strony. W takiej wypowiedzi zawsze krytykujemy zachowanie, a nigdy bezpośrednio osobę. Takie posługiwanie się gniewem, jeśli nie wykorzystuje się go zbyt często, pozwala nam zyskać szacunek u innych. Jest o wiele lepsze niż przekrzykiwanie się lub wymiana złośliwych uwag. Zaprezentowałem tutaj dwie pozornie przeciwstawne postawy. Obie są narzędziami komunikacji. Z obu należy w rozsądny sposób korzystać. Zawsze lepiej jest słuchać ludzi niż okazywać im swój gniew. Jednak czasem okazanie gniewu może być konieczne, lecz nawet wtedy nic nie zwalnia nas z postawy życzliwego zainteresowania. Każdy, kto głębiej przemyśli zaprezentowane tu treści, zrozumie, że wszystko to jest wyrazem szacunku do samego siebie i do innych ludzi. To właśnie szacunek jest tu najważniejszy. koniec Źródła: D. T. Kenrick, S. L. Neuberg, R. B. Cialdini, Psychologia społeczna, tłum. A. Nowak, O. Waśkiewicz, M. Trzebiatowska, M. Orski, GWP Gdańsk 2002. K. Balawajder, Konflikty interpersonalne. Analiza psychologiczna, Uniwersytet Śląski Katowice 1992.